Kiedy patrzę jak błądzisz w zapomnieniu, widzę jak ten czas ucieka w oka mgnieniu.
Jest wiele słów, które cięły nas na wskroś, pamiętam każdy krzyk, każde twoje "proszę, dość".
Gdyby można było cofnąć czas, tak by nigdy nie upaść, ale żadne z nas by nie doznało tego czego wciąż nam mało.
Wyciągałaś do mnie dłoń, kiedy ja mierzyłam bronią w twoją skroń.
Statek nasz dryfował oceanem naszych marzeń, słyszał noce tych oskarżeń, bliski był zniszczenia, jedna łza dzieliła go od zatopienia.
Każdy uśmiech sprzyjał wiatrem, dotarłyśmy tam, gdzie inni zwą to "innym światem".
Chciałam być tak bardzo, że gdzieś w twoim życiu mnie zabrakło.
Przygnieciona poczuciem obowiązku, zapomniałam o istocie związku.
Gdy napadli nas rabusie, musiałyśmy stamtąd uciec.
Statek nasz już nie był taki sprawny, czułaś się jak mój podwładny, tracąc to poczucie, że jesteś podmiotem o którym śpiewać chce me uczucie.
Niewiele mam do zaoferowania, ale ty nigdy nie byłaś skora do brania. Dzięki Tobie nauczyłam się dawania, znieczuliło lecz nie zabiło we mnie drania.
Każdej nocy patrzę jak niewinnie śpi, kocha mnie nad życie mimo, że tak wiele osób ze mnie drwi.
Najwspanialsze jest w tym to, że pociągnie mnie na dno i wypchnie mnie ku górze, żeby zwalczyć we mnie całe zło.