Uliczny zgiełk i świateł blask,
Święta idą, czy to dobry czas ?
Czas na listy i uśmiechy,
Matki tulą swe pociechy.
Myślę czego tego roku mogę chcieć ?
Może coś co kiedyś choć na chwilę udało mi się mieć ?
Stos zabawek ? Nie w tym wieku.
Za oknami słyszę dźwięk magicznego fletu.
Tak, już wiem skąd niedosyt, skąd tęsknota.
Ludzie tańczą szydząc, że miłość to głupota.
W kuli śnieżnej, tej sprzed roku,
Tkwi jej uśmiech, tak szczęśliwej i u mego boku.
Potrząsam nią nieśmiało,
Mimo ciszy, serce krzyczy, wciąż mu mało.
Widzę jak spóźniona wstaje i biegnie po ubranie,
Choć zaspana i zmęczona to robię jej śniadanie.
Daje serce swe na tacy, a ona obdarowuje mnie buziakiem spiesząc się do pracy.
Znów potrząsam kule,
Leżymy razem w łóżku, a ja ją mocno tule.
Święta, najwspanialszy czas w roku,
Nie chce tkwić w egzotycznych krajach, czy mknąć po stoku.
Drogi Mikołaju, jedyne czego chce to mieć ją już u swojego boku,
Dbać by uśmiech nie znikał nigdy już z jej twarzy,
Spełniać wszystko czego potrzebuje i co sobie wymarzy,
Przewróciła mój świat do góry nogami,
A z mojego serca zrobiła najpiękniejsze origami.
Jedyne czego potrzebuje to szansy, której jestem w stanie sprostać,
Chce by kochała mnie na tyle by kazać mi przy sobie zostać.
"Bo w oczach tkwi siła duszy."
piątek, 4 grudnia 2015
poniedziałek, 1 czerwca 2015
I never meant to start a war.
Kiedy patrzę jak błądzisz w zapomnieniu, widzę jak ten czas ucieka w oka mgnieniu.
Jest wiele słów, które cięły nas na wskroś, pamiętam każdy krzyk, każde twoje "proszę, dość".
Gdyby można było cofnąć czas, tak by nigdy nie upaść, ale żadne z nas by nie doznało tego czego wciąż nam mało.
Wyciągałaś do mnie dłoń, kiedy ja mierzyłam bronią w twoją skroń.
Statek nasz dryfował oceanem naszych marzeń, słyszał noce tych oskarżeń, bliski był zniszczenia, jedna łza dzieliła go od zatopienia.
Każdy uśmiech sprzyjał wiatrem, dotarłyśmy tam, gdzie inni zwą to "innym światem".
Chciałam być tak bardzo, że gdzieś w twoim życiu mnie zabrakło.
Przygnieciona poczuciem obowiązku, zapomniałam o istocie związku.
Gdy napadli nas rabusie, musiałyśmy stamtąd uciec.
Statek nasz już nie był taki sprawny, czułaś się jak mój podwładny, tracąc to poczucie, że jesteś podmiotem o którym śpiewać chce me uczucie.
Niewiele mam do zaoferowania, ale ty nigdy nie byłaś skora do brania. Dzięki Tobie nauczyłam się dawania, znieczuliło lecz nie zabiło we mnie drania.
Każdej nocy patrzę jak niewinnie śpi, kocha mnie nad życie mimo, że tak wiele osób ze mnie drwi.
Najwspanialsze jest w tym to, że pociągnie mnie na dno i wypchnie mnie ku górze, żeby zwalczyć we mnie całe zło.
Jest wiele słów, które cięły nas na wskroś, pamiętam każdy krzyk, każde twoje "proszę, dość".
Gdyby można było cofnąć czas, tak by nigdy nie upaść, ale żadne z nas by nie doznało tego czego wciąż nam mało.
Wyciągałaś do mnie dłoń, kiedy ja mierzyłam bronią w twoją skroń.
Statek nasz dryfował oceanem naszych marzeń, słyszał noce tych oskarżeń, bliski był zniszczenia, jedna łza dzieliła go od zatopienia.
Każdy uśmiech sprzyjał wiatrem, dotarłyśmy tam, gdzie inni zwą to "innym światem".
Chciałam być tak bardzo, że gdzieś w twoim życiu mnie zabrakło.
Przygnieciona poczuciem obowiązku, zapomniałam o istocie związku.
Gdy napadli nas rabusie, musiałyśmy stamtąd uciec.
Statek nasz już nie był taki sprawny, czułaś się jak mój podwładny, tracąc to poczucie, że jesteś podmiotem o którym śpiewać chce me uczucie.
Niewiele mam do zaoferowania, ale ty nigdy nie byłaś skora do brania. Dzięki Tobie nauczyłam się dawania, znieczuliło lecz nie zabiło we mnie drania.
Każdej nocy patrzę jak niewinnie śpi, kocha mnie nad życie mimo, że tak wiele osób ze mnie drwi.
Najwspanialsze jest w tym to, że pociągnie mnie na dno i wypchnie mnie ku górze, żeby zwalczyć we mnie całe zło.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)