poniedziałek, 30 stycznia 2012

Somebody that you used to know.

Kultura wymaga by się przedstawić, jednak moja osoba robi wszystko na opak.
Określają mnie mianem bezczelnego, aroganckiego, a do tego pieprzonego Narcyza.
Do czasu...
Nadchodzi moment,gdy potrzebują pomocy, a ja wyciągam dłoń, by pomóc im wstać.
Któż chciałby żyć w ten sposób ? Nie przeszkadzało mi to, żyłam z dnia na dzień.
Chciałam być wiecznym dzieckiem, osobą z kompleksem Piotrusia Pana.
Życie bez zmartwień, miałam to co chciałam, oczywiście nie w kwestiach materialnych, bo akurat na to musiałam zapracować, ale przenikanie przez ludzki umysł i duszę nie był dla mnie żadnym wyzwaniem.
Popełniałam jeden błąd, ja również zostawiałam otwarty umysł i po dłuższym czasie osoba, którą znałam i zaufałam jej ,wiedziała o mnie tyle samo co Ja o niej.
Co w tym złego?
" - Marie, wyobraź sobie dwóch strażaków, którzy ugasili pożar w lesie. Jeden z nich ma twarz całą w sadzy, drugi zaś jest zupełnie czysty.Który z nich umyje twarz w strumyku ?
  - Niezbyt mądre pytanie, oczywiście, że ten brudny.
  - A właśnie, że nie! Ten brudny popatrzy na swojego towarzysza i będzie myślał, że jest czysty. I na odwrót, ten z czystą twarzą popatrzy na umorusanego kolegę i powie sobie w duchu: Pewnie i ja tak wyglądam, muszę się umyć".
Z czasem zauważamy, że przyjaciół ma się garstkę, a może nawet powinniśmy ograniczyć tę liczbę do trzech, a nawet dwóch czy jednego ?
Reszta to znajomi, koledzy, koleżanki, którzy zasilają nam Bank Przysług.
Przychodzi czas, gdy i nam zdarzy się upaść i czekamy na pomocną dłoń przyjaciela, a okazuje się, że to właśnie on nas popchnął.
Istnieje przyjaźń damsko-męska?
Znajdujemy oparcie, pomocną dłoń w partnerze/ partnerce, która jest przy nas cały czas.
Przy wzlotach i upadkach, nie czując strachu, że odejdzie.
Ufamy bezgranicznie,a nasze życie to Hakuna Matata.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz