niedziela, 13 stycznia 2013

w tym największa mądrość.

Budzimy się pewnego dnia, zdając sobie sprawę, że nie mamy po co się podnieść, że nic dobrego nas już nie  czeka. Nie mamy marzeń, jesteśmy puści w środku. Czujemy się wypaleni.
Co stało się z tymi, którzy byli pełni energii, życia ? Kto pozbawił ich marzeń ? Oni sami ?
Czy może miłość podcina nam skrzydła ?
Miłość walczy o to na czym jej zależy.
Podobno by wstać trzeba sięgnąć dna i odbić się od niego. Nieprawda.
Potrzebujemy by ktoś nas podniósł, bo nadal jesteśmy dziećmi. Płaczemy, bo mamy zdarte kolana od upadku i jeśli nie przemyjemy ran to źle się zagoją. Potrzebujemy kogoś, kto opatrzy ranę, a nie będzie ją rozdrapywał.
Leżąc tam na dnie, analizujemy całe swoje życie, układamy plan idealny, jak mógł wyglądać nasz każdy ruch. Jak wiele mogliśmy zrobić, a odłożyliśmy to na później. Jak wielkimi głupcami staliśmy się z dnia na dzień. Jak bardzo żałośni i dziecinni. Staliśmy się ofiarami przez własne przekonania, które miały prowadzić nas na szczyt, a pociągnęły na dno. Ile mogliśmy dać z siebie drugiej osobie, a czego jej zabrakło ?
Żałujemy, nie da się tego obejść. Tęsknimy za ludźmi, którzy nazywali się naszymi "przyjaciółmi". Tęsknimy za ludźmi, którzy wypowiadali dwa słowa "kocham Cię", szczerze lub tylko po to byśmy czuli się kochani. Tęsknimy za tym, co straciliśmy.
To czego szukamy jest od dawna w samych nas.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz