W życiu przychodzi czas na wzloty i upadki. Tak samo jest też z ludźmi, bywają cyniczni, a innym razem pozytywnie nastawieni do życia i szerzą optymizm w obrębie naszego gatunku.
Zawsze liczą się te najmniejsze gesty, może nawet niekontrolowane przez nas.
Pojawia się osoba, która dostrzega w nas potencjał i pragnie kształtować nasze zainteresowania, promować talent, który drzemie głęboko w nas.
Osoba być może z wielkim doświadczeniem, spokojnie mogłaby wprowadzić nas w wielki świat naszych marzeń o karierze.
Pokłada w nas wielkie nadzieje i ciepłymi słowami o pewnej i stabilnej przyszłości zyskuje nasze zaufanie.
Jesteśmy zaślepieni ideałem, któremu poświęciliśmy szklaną kulę snów.
Jak wielkie jest nasze oburzenie, gdy inni mówią o naszej naiwności.
Człowiek, istota która płynie pod prąd, tylko po to by innym udowodnić, że nie mają racji.
Dopiero gdy skaleczymy się o skaliste dno, zaczynamy opadać z sił i rzeka pochłania nas całych.
Zmęczonych i zawiedzionych własną porażką.
Gdzie była osoba, której powierzyliśmy część naszego świata ?
Dlaczego nie wyciągnęła pomocnej dłoni w akcie ratunku ?
Odpowiedź jest prosta, to właśnie ona poprowadziła nas na dno.
"Bo w oczach tkwi siła duszy."
środa, 28 marca 2012
środa, 21 marca 2012
Dopóki walczysz, jesteś zwycięzcą.
Mając możliwość szybszego dotarcia do celu będziemy oszukiwać wybierając drogę na skróty czy zachowamy swój honor i pójdziemy tą wytyczoną przez życie ?
Pokonanie ścieżki przeznaczonej specjalnie dla nas wiąże się z wysiłkiem jaki włożymy w pokonanie przeciwności losu.
Zmęczeni biegiem pod wiatr, skakaniem przez każdą kłodę i przepływaniem na drugi brzeg rwącej rzeki, zaczynamy zastanawiać się ile jeszcze musimy wytrzymać ?
Upokorzeni brakiem sił, ale jako zwycięzcy przekraczamy linię mety.
Każdy z nas musi pokonać taką drogę, by sięgnąć po marzenia.
Dążymy do ich spełnienia, podejmując ryzyko rozczarowań.
Z czasem zasiadamy na trybunach jako obserwatorzy igrzysk życia i patrzymy jak inni zmagają się ze strachem, zmęczeniem i czy są na tyle silni by sprostać wymaganiom postawionym przez siły wyższe.
Przetrwają tylko Ci, którzy przygotują się na to psychicznie.
Wiele pracy trzeba włożyć w to, aby stanąć na podium i móc nazwać się zwycięzcą.
Przyspieszony oddech i bicie serca, pierwsza stacja.
Odpoczynek dla nóg i płuc, spacer po bieżni.
Sami wyznaczamy ile tych stacji będzie w naszym życiu.
Nie mający końca wyścig z czasem.
Kłębiące się myśli czy aby na pewno dobrze przygotowaliśmy się do startu ?
Nadzieja i wiara sprawiają, że ufamy sami sobie, wytyczamy własne granice.
Aby pokonać przeszkody, najpierw musimy pokonać sami siebie, własne słabości.
Mamy w sobie siłę, która nie pozwala nam upaść, wciąż trzyma nas w pionie i mobilizuje do dalszej walki.
Wracają wspomnienia i radość jaka towarzyszyła nam przy osiągnięciu celu.
Jednak najgorszym uczuciem jest widzieć jak inni wspinają się na szczyt obierając drogę na skróty.
Bez większego wysiłku i przeszkód stają na równi z nami.
Ps You are the light that's leading me to the place where I find peace again.
Pokonanie ścieżki przeznaczonej specjalnie dla nas wiąże się z wysiłkiem jaki włożymy w pokonanie przeciwności losu.
Zmęczeni biegiem pod wiatr, skakaniem przez każdą kłodę i przepływaniem na drugi brzeg rwącej rzeki, zaczynamy zastanawiać się ile jeszcze musimy wytrzymać ?
Upokorzeni brakiem sił, ale jako zwycięzcy przekraczamy linię mety.
Każdy z nas musi pokonać taką drogę, by sięgnąć po marzenia.
Dążymy do ich spełnienia, podejmując ryzyko rozczarowań.
Z czasem zasiadamy na trybunach jako obserwatorzy igrzysk życia i patrzymy jak inni zmagają się ze strachem, zmęczeniem i czy są na tyle silni by sprostać wymaganiom postawionym przez siły wyższe.
Przetrwają tylko Ci, którzy przygotują się na to psychicznie.
Wiele pracy trzeba włożyć w to, aby stanąć na podium i móc nazwać się zwycięzcą.
Przyspieszony oddech i bicie serca, pierwsza stacja.
Odpoczynek dla nóg i płuc, spacer po bieżni.
Sami wyznaczamy ile tych stacji będzie w naszym życiu.
Nie mający końca wyścig z czasem.
Kłębiące się myśli czy aby na pewno dobrze przygotowaliśmy się do startu ?
Nadzieja i wiara sprawiają, że ufamy sami sobie, wytyczamy własne granice.
Aby pokonać przeszkody, najpierw musimy pokonać sami siebie, własne słabości.
Mamy w sobie siłę, która nie pozwala nam upaść, wciąż trzyma nas w pionie i mobilizuje do dalszej walki.
Wracają wspomnienia i radość jaka towarzyszyła nam przy osiągnięciu celu.
Jednak najgorszym uczuciem jest widzieć jak inni wspinają się na szczyt obierając drogę na skróty.
Bez większego wysiłku i przeszkód stają na równi z nami.
Ps You are the light that's leading me to the place where I find peace again.
poniedziałek, 19 marca 2012
Drogo płaci ten, który wybrał nic nie tracić.
Ta historia będzie nieco inna niż dotychczas. Bez żadnych metafor, porównań. Można potraktować to jako moją internetową spowiedź.
Bycie wiecznym dzieckiem ma swoje zalety. Kurczowo trzymałam się tego przekonania zwłaszcza, że bałam się dorosłych i samej dorosłości mimo, że to tylko arytmetyka.
Podobno człowiek ma tyle lat na ile się czuje.
Carpe diem, dzień za dniem, ciągle coś innego. Mimo, że ta sama droga do szkoły, Ci sami ludzie to i tak z dnia na dzień życie zaskakiwało mnie coraz bardziej.
Wyjazdy, zgrupowania, treningi, a wszystko po to by kształtować w sobie coś co było dla mnie najważniejsze, pasja.
Sport to zdrowie - każdy potrafi kłamać, ale dostrzegamy je dopiero wtedy, gdy nas zakazi od środka.
Głupota i brak asertywności. Dwunastoletnie dziecko szukające autorytetu i człowiek doprowadzający drużynę na podium.
Zaczęło się od drobnej kontuzji.
- Panie Doktorze, kiedy mogę wrócić do trenowania ?
- Myślę, że 6 tygodni i będziesz znów biegać po boisku.
Minął miesiąc i szykował się kolejny mecz ligowy. Dwa tygodnie w tą czy w tamtą nie robiły różnicy.
Akcje defensywne były wyjątkowo obciążone naciskiem przeciwników.
Chłodzenie lodem dawało ukojenie bólu, a maści przyspieszały powrót do zdrowia.
Niestety niewyleczone kontuzje z czasem się odnawiają. Za każdym razem upływ czasu zostawał skracany chociażby o te parę dni.
Zabierać człowiekowi pasję to jak odciąć go od tlenu.
12 września 2010
- Jeśli będą jakieś problemy z kolanem od razu mi powiedz i robimy zmianę.
- Oczywiście trenerze, ale nie będzie takiej potrzeby.
Długo czekałam na ten dzień, z resztą nie tylko ja, cała drużyna.
Finał Coca Coli w piłce nożnej.
Kontuzja nie dawała o sobie znać przez pierwsze trzy mecze eliminacyjne.
Wielki finał, wydarzenie o którym inni mogą pomarzyć. Dając z siebie jak najwięcej pod aspektem fizycznym i psychicznym doszłyśmy na szczyt.
Pełne trybuny i pierwszy gwizdek sędziego.
Coraz szybsze akcje, obciążenie obrony i odpowiedzialność jaka spada na kapitana.
Akcja ofensywna drużyny przeciwnej, sytuacja sam na sam.
Napastnik kontra obrońca.
Zwód, szybsza praca nóg i wyścig z czasem.
Zamach lewą nogą i wślizg, akcja uratowana.
Zawodnik podnosi się z murawy i lekko chwieje na nogach.
Rozgląda się po boisku szukając przebiegu akcji. Stawia pierwszy krok i lewe kolano składa się jak stary leżak na plaży.
Gwizdek sędziego przerywa akcję i na boisko wbiega ekipa ratownicza.
Trybuny ucichły, a w głośnikach rozbrzmiało nazwisko zawodniczki z numerem 7.
Kibice wstali i pożegnali ją owacjami na stojąco.
Przez łzy, do tej pory nie wiadomo czy szczęścia, bólu czy smutku uśmiechała się gdy chwalił ją trener.
I Wicemistrz Polski 2010 - srebrny medal.
Kontuzja poszerzała się coraz bardziej, ale nie była do końca sprecyzowana. Ciągłe wykonywanie USG na nic się nie zdało.
Maj 2010
- Szalona , Złaź już z tego boiska.
- Jeszcze chwilę.
Przerzucenie akcji na drugą stronę boiska, cofnięcie kolana i znów ten sam ból.
Pielęgniarka, ambulans, szyna, szpital i konkretna diagnoza.
Naderwanie więzadła, boczne przyparcie rzepki, pęknięta część łąkotki przyśrodkowej.
- Myślała Pani o operacji ?
- Zdarzyło mi się o tym myśleć.
- Będę mogła sędziować ?
- Po operacji, owszem.
- A co z piłką ?
- Raczej nie będzie takiej opcji.
Umarła dusza sportowca, odebrano jej tlen, którym była pasja.
Bycie wiecznym dzieckiem ma swoje zalety. Kurczowo trzymałam się tego przekonania zwłaszcza, że bałam się dorosłych i samej dorosłości mimo, że to tylko arytmetyka.
Podobno człowiek ma tyle lat na ile się czuje.
Carpe diem, dzień za dniem, ciągle coś innego. Mimo, że ta sama droga do szkoły, Ci sami ludzie to i tak z dnia na dzień życie zaskakiwało mnie coraz bardziej.
Wyjazdy, zgrupowania, treningi, a wszystko po to by kształtować w sobie coś co było dla mnie najważniejsze, pasja.
Sport to zdrowie - każdy potrafi kłamać, ale dostrzegamy je dopiero wtedy, gdy nas zakazi od środka.
Głupota i brak asertywności. Dwunastoletnie dziecko szukające autorytetu i człowiek doprowadzający drużynę na podium.
Zaczęło się od drobnej kontuzji.
- Panie Doktorze, kiedy mogę wrócić do trenowania ?
- Myślę, że 6 tygodni i będziesz znów biegać po boisku.
Minął miesiąc i szykował się kolejny mecz ligowy. Dwa tygodnie w tą czy w tamtą nie robiły różnicy.
Akcje defensywne były wyjątkowo obciążone naciskiem przeciwników.
Chłodzenie lodem dawało ukojenie bólu, a maści przyspieszały powrót do zdrowia.
Niestety niewyleczone kontuzje z czasem się odnawiają. Za każdym razem upływ czasu zostawał skracany chociażby o te parę dni.
Zabierać człowiekowi pasję to jak odciąć go od tlenu.
12 września 2010
- Jeśli będą jakieś problemy z kolanem od razu mi powiedz i robimy zmianę.
- Oczywiście trenerze, ale nie będzie takiej potrzeby.
Długo czekałam na ten dzień, z resztą nie tylko ja, cała drużyna.
Finał Coca Coli w piłce nożnej.
Kontuzja nie dawała o sobie znać przez pierwsze trzy mecze eliminacyjne.
Wielki finał, wydarzenie o którym inni mogą pomarzyć. Dając z siebie jak najwięcej pod aspektem fizycznym i psychicznym doszłyśmy na szczyt.
Pełne trybuny i pierwszy gwizdek sędziego.
Coraz szybsze akcje, obciążenie obrony i odpowiedzialność jaka spada na kapitana.
Akcja ofensywna drużyny przeciwnej, sytuacja sam na sam.
Napastnik kontra obrońca.
Zwód, szybsza praca nóg i wyścig z czasem.
Zamach lewą nogą i wślizg, akcja uratowana.
Zawodnik podnosi się z murawy i lekko chwieje na nogach.
Rozgląda się po boisku szukając przebiegu akcji. Stawia pierwszy krok i lewe kolano składa się jak stary leżak na plaży.
Gwizdek sędziego przerywa akcję i na boisko wbiega ekipa ratownicza.
Trybuny ucichły, a w głośnikach rozbrzmiało nazwisko zawodniczki z numerem 7.
Kibice wstali i pożegnali ją owacjami na stojąco.
Przez łzy, do tej pory nie wiadomo czy szczęścia, bólu czy smutku uśmiechała się gdy chwalił ją trener.
I Wicemistrz Polski 2010 - srebrny medal.
Kontuzja poszerzała się coraz bardziej, ale nie była do końca sprecyzowana. Ciągłe wykonywanie USG na nic się nie zdało.
Maj 2010
- Szalona , Złaź już z tego boiska.
- Jeszcze chwilę.
Przerzucenie akcji na drugą stronę boiska, cofnięcie kolana i znów ten sam ból.
Pielęgniarka, ambulans, szyna, szpital i konkretna diagnoza.
Naderwanie więzadła, boczne przyparcie rzepki, pęknięta część łąkotki przyśrodkowej.
- Myślała Pani o operacji ?
- Zdarzyło mi się o tym myśleć.
- Będę mogła sędziować ?
- Po operacji, owszem.
- A co z piłką ?
- Raczej nie będzie takiej opcji.
Umarła dusza sportowca, odebrano jej tlen, którym była pasja.
środa, 14 marca 2012
It's like catching lighting...
Czas leczy rany, czy czas przyzwyczaja do bólu ?
Nasz odwieczny kompan. Wszystko przemija razem z nim ?
Wiedza, sława, pieniądze ? Na pewno młodość.
Czasami historia lubi się powtarzać. To nie od nas zależy czy są to chwile radosne czy smutne.
Myśląc, że taki taniec, pocałunek lub coś innego w życiu dobrego się już nie powtórzy, że to jedna chwila na milion, nie możemy być w 100 % pewni. Nie ma takiego nakładu jak dobre, złe, dobre, złe.
Najczęściej dobre chwile trwają jedna po drugiej, lecz żeby pozostawała równowaga we wszechświecie, w tym czasie złe chwile się kumulują i uderzają w nas jak Titanic w górę lodową.
Czy i nam pisane jest iść na dno ? Powinniśmy analizować przeszłość, bo nawet wczorajszy dzień można zaliczyć do historii.
Popełniamy cały czas te same błędy.
To jak jazda na rolkach.
Dziewczynka zakłada rolki, ale pewna siebie i swoich umiejętności rzuca się na głęboką wodę i wychodzi bez ochraniaczy. Pierwsze pół godziny jazdy idzie gładko i przyjemnie, udaje jej się nawet zrobić beczkę, a czasem przeplatankę.
Wystarczyła chwila nieuwagi.
Skąd się wziął krawężnik w takim miejscu ?!
Upada, a przy okazji zdziera sobie kolano i oba łokcie.
Pozostaje już tylko przemycie ran, a z tym wiąże się ból przeszywający jej ciało przy oczyszczaniu z bakterii.
Rany goją się w wolnym tempie, ale po jakimś czasie zostają już tylko drobne blizny.
Znów chwyta rolki i wybiega na dwór, by pobawić się z innymi.
Zachowuje ostrożność, ale nie jest ona na tyle duża, by uchronić ją od kolejnego upadku.
Ten sam błąd, ten sam ból.
Nie wyciągnęła żadnych wniosków z tego co stało się wcześniej, bo łudziła się, że więcej się to nie powtórzy.
Dla upamiętnienia tego zdarzenia są jeszcze większe blizny.
Mija jakiś okres czasu, co tym razem zrobi dziewczynka ?
Założy w końcu ochraniacze czy uzna, że piorun nie trafi trzeci raz w to samo miejsce ?
Mawiają, że nie powinno się wchodzić dwa razy do tej samej rzeki, być może tyczy się to rzeczy konkretnych, ale ma to także na celu przypomnienie nam o tym jak ważne jest to byśmy targnęli się do przemyśleń o tym co się stało, a co stać się może.
Jak powinniśmy się zachować, gdy znów upadniemy ? Przemyć rany, czy ignorować ból ?
Wszystko niesie ze sobą jakieś konsekwencje, ale możemy zmienić bieg wydarzeń, bo Chcieć to móc.
Ps Ten kto potrafi prowadzić nas w tańcu, będzie potrafił prowadzić nas przez życie.
Nasz odwieczny kompan. Wszystko przemija razem z nim ?
Wiedza, sława, pieniądze ? Na pewno młodość.
Czasami historia lubi się powtarzać. To nie od nas zależy czy są to chwile radosne czy smutne.
Myśląc, że taki taniec, pocałunek lub coś innego w życiu dobrego się już nie powtórzy, że to jedna chwila na milion, nie możemy być w 100 % pewni. Nie ma takiego nakładu jak dobre, złe, dobre, złe.
Najczęściej dobre chwile trwają jedna po drugiej, lecz żeby pozostawała równowaga we wszechświecie, w tym czasie złe chwile się kumulują i uderzają w nas jak Titanic w górę lodową.
Czy i nam pisane jest iść na dno ? Powinniśmy analizować przeszłość, bo nawet wczorajszy dzień można zaliczyć do historii.
Popełniamy cały czas te same błędy.
To jak jazda na rolkach.
Dziewczynka zakłada rolki, ale pewna siebie i swoich umiejętności rzuca się na głęboką wodę i wychodzi bez ochraniaczy. Pierwsze pół godziny jazdy idzie gładko i przyjemnie, udaje jej się nawet zrobić beczkę, a czasem przeplatankę.
Wystarczyła chwila nieuwagi.
Skąd się wziął krawężnik w takim miejscu ?!
Upada, a przy okazji zdziera sobie kolano i oba łokcie.
Pozostaje już tylko przemycie ran, a z tym wiąże się ból przeszywający jej ciało przy oczyszczaniu z bakterii.
Rany goją się w wolnym tempie, ale po jakimś czasie zostają już tylko drobne blizny.
Znów chwyta rolki i wybiega na dwór, by pobawić się z innymi.
Zachowuje ostrożność, ale nie jest ona na tyle duża, by uchronić ją od kolejnego upadku.
Ten sam błąd, ten sam ból.
Nie wyciągnęła żadnych wniosków z tego co stało się wcześniej, bo łudziła się, że więcej się to nie powtórzy.
Dla upamiętnienia tego zdarzenia są jeszcze większe blizny.
Mija jakiś okres czasu, co tym razem zrobi dziewczynka ?
Założy w końcu ochraniacze czy uzna, że piorun nie trafi trzeci raz w to samo miejsce ?
Mawiają, że nie powinno się wchodzić dwa razy do tej samej rzeki, być może tyczy się to rzeczy konkretnych, ale ma to także na celu przypomnienie nam o tym jak ważne jest to byśmy targnęli się do przemyśleń o tym co się stało, a co stać się może.
Jak powinniśmy się zachować, gdy znów upadniemy ? Przemyć rany, czy ignorować ból ?
Wszystko niesie ze sobą jakieś konsekwencje, ale możemy zmienić bieg wydarzeń, bo Chcieć to móc.
Ps Ten kto potrafi prowadzić nas w tańcu, będzie potrafił prowadzić nas przez życie.
środa, 7 marca 2012
Czasem po prostu chciałabym...
Witam w Teatrze Życia.
Jeden dzień potrafi zmienić człowieka, zmienić jego życie.
Rodzimy się, uczymy się chodzić, mówić, uczymy się wszystkich czynności życiowych.
Łapiemy oddech i kurtyna w górę.
Pełna sala, tłum ludzi, a światła reflektorów oślepiają nas swoim blaskiem.
Spoglądamy na swoje ręce, nogi i zauważamy cienkie sznurki.
Pierwsza słabość jakiej się poddajemy, ciekawość.
Nasz wzrok kierujemy w górę, by dowiedzieć się, kto nadzoruje każdy nasz ruch.
Za każdym razem gdy spoglądamy na te dwie osoby, przyzwyczajamy się do ich obecności, a ich uśmiech sprawia, że jesteśmy pewni siebie i dajemy z siebie jak najwięcej.
Z czasem kształci się w nas jakaś umiejętność, znów bierzemy głęboki oddech i dajemy pierwszy poważny pokaz swojego talentu. Pełni obaw, ale ze świadomością, że Ci, którzy ciągną za sznureczki zawsze będą z nas dumni.
Dorastamy w tym teatrze, ale prócz nas na scenie pojawiają się inni ludzie. Czasem młodzi, innym razem nieco starsi. Spektakl trwa, a z biegiem czasu zauważamy,że na widowni jest kilka wolnych miejsc.
Zbyt nieśmiali, osamotnieni, boimy się zapytać dla kogo są przeznaczone.
Może dla Prezydenta ?
Znanego sportowca ?
A może po prostu dla zwykłego człowieka, albo naszego przyjaciela.
Gdyby ktoś zebrał się na odwagę i otworzył usta w akcie rozeznania kogo miałby o to zapytać ?
Tych na górze co kontrolują każdy nasz ruch ?
Sami nie znamy odpowiedzi na to pytanie, możemy jedynie snuć domysły.
Przychodzi dzień z którym wkraczamy w dorosłość, a nasze sznureczki znikają.
Czujemy się wolni. Brak kontroli, nadzoru, ale trzeba uważać.
Gdzie podziali się Ci co cały czas byli przy nas ? Zapisywali do fryzjera, lekarza, kosmetyczki ?
Rozglądamy się po sali, po chwili poszukiwań zauważamy jak z gracją schodzą po spiralnych schodach i kierują się w stronę dwóch wolnych krzesełek w pierwszym rzędzie.
Odpowiedzialność, tego oczekują od nas widzowie, a przy okazji ludzie, których na naszej drodze postawił nam los.
Jeden dzień potrafi zmienić człowieka, zmienić jego życie.
Rodzimy się, uczymy się chodzić, mówić, uczymy się wszystkich czynności życiowych.
Łapiemy oddech i kurtyna w górę.
Pełna sala, tłum ludzi, a światła reflektorów oślepiają nas swoim blaskiem.
Spoglądamy na swoje ręce, nogi i zauważamy cienkie sznurki.
Pierwsza słabość jakiej się poddajemy, ciekawość.
Nasz wzrok kierujemy w górę, by dowiedzieć się, kto nadzoruje każdy nasz ruch.
Za każdym razem gdy spoglądamy na te dwie osoby, przyzwyczajamy się do ich obecności, a ich uśmiech sprawia, że jesteśmy pewni siebie i dajemy z siebie jak najwięcej.
Z czasem kształci się w nas jakaś umiejętność, znów bierzemy głęboki oddech i dajemy pierwszy poważny pokaz swojego talentu. Pełni obaw, ale ze świadomością, że Ci, którzy ciągną za sznureczki zawsze będą z nas dumni.
Dorastamy w tym teatrze, ale prócz nas na scenie pojawiają się inni ludzie. Czasem młodzi, innym razem nieco starsi. Spektakl trwa, a z biegiem czasu zauważamy,że na widowni jest kilka wolnych miejsc.
Zbyt nieśmiali, osamotnieni, boimy się zapytać dla kogo są przeznaczone.
Może dla Prezydenta ?
Znanego sportowca ?
A może po prostu dla zwykłego człowieka, albo naszego przyjaciela.
Gdyby ktoś zebrał się na odwagę i otworzył usta w akcie rozeznania kogo miałby o to zapytać ?
Tych na górze co kontrolują każdy nasz ruch ?
Sami nie znamy odpowiedzi na to pytanie, możemy jedynie snuć domysły.
Przychodzi dzień z którym wkraczamy w dorosłość, a nasze sznureczki znikają.
Czujemy się wolni. Brak kontroli, nadzoru, ale trzeba uważać.
Gdzie podziali się Ci co cały czas byli przy nas ? Zapisywali do fryzjera, lekarza, kosmetyczki ?
Rozglądamy się po sali, po chwili poszukiwań zauważamy jak z gracją schodzą po spiralnych schodach i kierują się w stronę dwóch wolnych krzesełek w pierwszym rzędzie.
Odpowiedzialność, tego oczekują od nas widzowie, a przy okazji ludzie, których na naszej drodze postawił nam los.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)