poniedziałek, 19 marca 2012

Drogo płaci ten, który wybrał nic nie tracić.

Ta historia będzie nieco inna niż dotychczas. Bez żadnych metafor, porównań. Można potraktować to jako moją internetową spowiedź.
Bycie wiecznym dzieckiem ma swoje zalety. Kurczowo trzymałam się tego przekonania zwłaszcza, że bałam się dorosłych i samej dorosłości mimo, że to tylko arytmetyka.
Podobno człowiek ma tyle lat na ile się czuje.
Carpe diem, dzień za dniem, ciągle coś innego. Mimo, że ta sama droga do szkoły, Ci sami ludzie to i tak z dnia na dzień życie zaskakiwało mnie coraz bardziej.
Wyjazdy, zgrupowania, treningi, a wszystko po to by kształtować w sobie coś co było dla mnie najważniejsze, pasja.
Sport to zdrowie - każdy potrafi kłamać, ale dostrzegamy je dopiero wtedy, gdy nas zakazi od środka.
Głupota i brak asertywności. Dwunastoletnie dziecko szukające autorytetu i człowiek doprowadzający drużynę na podium.
Zaczęło się od drobnej kontuzji.

- Panie Doktorze, kiedy mogę wrócić do trenowania ?
 - Myślę, że 6 tygodni i będziesz znów biegać po boisku.
Minął miesiąc i szykował się kolejny mecz ligowy. Dwa tygodnie w tą czy w tamtą nie robiły różnicy.
Akcje defensywne były wyjątkowo obciążone naciskiem przeciwników.
Chłodzenie lodem dawało ukojenie bólu, a maści przyspieszały  powrót do zdrowia.
Niestety niewyleczone kontuzje z czasem się odnawiają. Za każdym razem upływ czasu zostawał skracany chociażby o te parę dni.
Zabierać człowiekowi pasję to jak odciąć go od tlenu.

12 września 2010

-
Jeśli będą jakieś problemy z kolanem od razu mi powiedz i robimy zmianę.
- Oczywiście trenerze, ale nie będzie takiej potrzeby.
Długo czekałam na ten dzień, z resztą nie tylko ja, cała drużyna.
Finał Coca Coli w piłce nożnej.
Kontuzja nie dawała o sobie znać przez pierwsze trzy mecze eliminacyjne.
Wielki finał, wydarzenie o którym inni mogą pomarzyć. Dając z siebie jak najwięcej pod aspektem fizycznym i psychicznym doszłyśmy na szczyt.
Pełne trybuny i pierwszy gwizdek sędziego.
Coraz szybsze akcje, obciążenie obrony i odpowiedzialność jaka spada na kapitana.
Akcja ofensywna drużyny przeciwnej, sytuacja sam na sam.
Napastnik kontra obrońca.
Zwód, szybsza praca nóg i wyścig z czasem.
Zamach lewą nogą i wślizg, akcja uratowana.
Zawodnik podnosi się z murawy i lekko chwieje na nogach.
Rozgląda się po boisku szukając przebiegu akcji. Stawia pierwszy krok i lewe kolano składa się jak stary leżak na plaży.
Gwizdek sędziego przerywa akcję i na boisko wbiega ekipa ratownicza.
Trybuny ucichły, a w głośnikach rozbrzmiało nazwisko zawodniczki z numerem 7.
Kibice wstali i pożegnali ją owacjami na stojąco.
Przez łzy, do tej pory nie wiadomo czy szczęścia, bólu czy smutku uśmiechała się gdy chwalił ją trener.
I Wicemistrz Polski 2010 - srebrny medal.

Kontuzja poszerzała się coraz bardziej, ale nie była do końca sprecyzowana. Ciągłe wykonywanie USG na nic się nie zdało.

Maj 2010
- Szalona , Złaź już z tego boiska.
- Jeszcze chwilę.
Przerzucenie akcji na drugą stronę boiska, cofnięcie kolana i znów ten sam ból.
Pielęgniarka, ambulans, szyna, szpital i konkretna diagnoza.
Naderwanie więzadła, boczne przyparcie rzepki, pęknięta część łąkotki przyśrodkowej.

- Myślała Pani o operacji ?
- Zdarzyło mi się o tym myśleć.
- Będę mogła sędziować ?
- Po operacji, owszem.
- A co z piłką ?
- Raczej nie będzie takiej opcji.

Umarła dusza sportowca, odebrano jej tlen, którym była pasja.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz