Kate była znużona bezskutecznymi poszukiwaniami pracy.Żyła z dnia na dzień, uznając ponad wszystkie wartości Carpe Diem.
Kolejne imprezy stawały się coraz większą udręką finansową.
Po ostatniej zabawie jedna rzecz nie dawała jej spokoju, a właściwie osoba.
Rudowłosa kobieta o zielonych oczach.
Wystarczyła jedna noc, by usidliła ją na tyle skutecznie, by sparaliżować ją swym pięknem.
Wzięła prysznic, błądząc myślami gdzieś daleko, zjadła śniadanie i wybiegła na kolejną rozmowę kwalifikacyjną.
Dziennikarstwo od małego ją fascynowało, relacjonowanie niecodziennych wydarzeń i podróże z jednego na drugi kraniec świata.
Pozostało jej jedynie wybrać kierunek specjalizacji, by móc kształtować je na Uniwersytecie.
Zapotrzebowanie do zespołu z kolumny sportu było dla niej wybawieniem.
Stanęła przed wysokim wieżowcem, wzięła głęboki oddech i weszła do środka.
Sympatyczna recepcjonistka zaprowadziła ją do gabinetu dyrektora działu sportowego.
Wjechała na 7 piętro, drapacza chmur, położonego w centrum miasta i szczerym uśmiechem podziękowała, być może swojej nowej koleżance z pracy.
Złapała za klamkę, pchnęła energicznie drzwi i... oniemiała.
Spod stosu dokumentów spojrzała na nią ów kobieta z zielonymi oczami i piegowatym noskiem.
- Wiedziałam, że jeszcze kiedyś się spotkamy, ale nie myślałam, że tak szybko. Jak mniemam nie przyniosłaś mi śniadania, Kochanie.
- Jakbyś nie wyszła w nocy bez słowa z hotelu to może bym wiedziała co lubisz jeść i jaką kawę pijasz rano.
- Cappuccino.
- Zapamiętam na przyszłość, ale jeśli jesteś głodna to coś się na pewno wymyśli.
- Na przykład co takiego ?
- Mogę położyć się na twoim biurku i zostać twoim śniadaniem.
- Kanibalizm nigdy mnie nie przekonywał, ale jeśli miałby tak wyglądać to wszystko zmienia postać rzeczy.
- Bardzo chętnie, ale jest pewne niedopowiedzenie w tej sytuacji.
- Tak ?
- Ja tu jestem w sprawie pracy.
- Ty ?
- Tak, a jest jakiś problem ?
- Nie, daj mi chwilę.
Sophie (tak właśnie miała na imię) zapoznawała się z CV Kate, gdy ta tworzyła w swojej głowie obrazy kreowane przez najśmielszych erotyków.
- Mogę czytać to po kilkanaście razy, ale wolę to usłyszeć od Ciebie, mogłabyś ?
- Jasne.
Mogła opowiadać nawet najbardziej absurdalne rzeczy, ale druga kobieta stawała się coraz bardziej nieobecna.
- Jak myślisz, czy człowiekowi potrzebna jest wyobraźnia ?
Sophie została wyrwana z transu i powróciła na ziemię.
- Dlaczego o to pytasz ?
- Bo mogłabym Ci opowiadać o ulubionych bajkach z dzieciństwa, kiedy twoja wyobraźnia została na tyle pobudzona, że od 10 minut, prowadząc swój nudny monolog o studiach i doświadczeniu oraz tym jak seksownie wyglądasz w tym stroju, siedzę naga.
- Przepraszam, zawiesiłam się na chwilę.
- Chwilę ?
- Tak, dłuższą. Kontynuuj, proszę.
- A jest sens ?
- Zawsze jest sens, ale masz rację przejrzę to sobie na spokojnie w domu.
- Moim, czy twoim ?
- Moim.
- Mogę Ci pomóc.
- Nie wiesz gdzie mieszkam.
- Zaraz się tego dowiem, masz łaskotki, prawda ?
Sophie wstała od swojego biurka, przeszła obok i szła w kierunku drzwi.
Lekko je uchyliła i krzyknęła - "Carl ! Nie ma mnie dla nikogo."
Zamknęła z powrotem drzwi i podeszła do fotela, na którym siedziała Kate.
Opuściła dłonie na jej barki i zaczęła lekko je masować.
Przeszła z prawej strony i przykucnęła.
- Być może je mam, ale nic Ci to nie da.
Kate chwyciła ją za rękę, rudowłosa przeleciała przez oparcie fotela i spadła kobiecie na kolana.
- Teraz twój los jest w moich rękach.
- A co jeśli się nie zgodzę ?
- Nie masz innego wyjścia.
Pocałunek złączył usta dyrektora działu i kandydata na pracownika.
Zbyt długa byłaby ich dalsza historia, by ją opisywać, ale krążą pogłoski wśród ludzi z branży, że seks może nam czasem pomóc nawet w zdobyciu pracy.
Zapewniam was, że Kate dowiedziała się jaki jest adres i powiem nawet więcej, dom postawiony na tej ulicy stał się jej domem, w którym zamieszkała z kobietą, która najwidoczniej była jej przeznaczona.
Ps Na pamięć każdy fragment Ciebie znam. <3
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz