Budując mury swej utopii odgradzamy własny umysł od rzeczywistości.
Coraz mniej promieni słonecznych dociera do wielu zakamarków miasta, a na ulicach nie słychać dźwięku radosnych konwersacji.
Pole widzenia zostaje zawężone do minimum, a my sami zamykamy się w komnacie własnych myśli, krążąc w tę i z powrotem.
Zabrakło kapeli, która grała melodie kojące naszą duszę.
Być może błąd był w dążeniu do perfekcji, w samej myśli o idealnym świecie.
Pełni wiary w to, że jesteśmy w stanie zmienić swój świat tak by znów czuć się szczęśliwi stwarzamy iluzję tego, co chcielibyśmy mieć.
Gonimy to, czego tak bardzo pragniemy, ale zmęczeni najdłuższym maratonem gasimy pragnienie tym co mamy.
Kiedy tracimy wiarę, a pozostaje nam jedynie nadzieja, słyszymy bijące nieopodal dzwony, krzyki i stukot kopyt.
Wybiegamy by ujrzeć jak wracają Ci, którzy odeszli, ale naiwna myśl pozbawia nas ostatniej rzeczy jaką mamy.
Widzimy jak na rozstaju dróg, nasza zostaje pominięta, ale nie czujemy złości czy żalu.
Chowamy parę łez do sakiewki i zamykamy się we własnym świecie, dekorując je i uparcie czekając na przybycie kogoś, kto rozpromieni mury ciemnego zamku i nada szczęśliwe zakończenie naszej bajce.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz