poniedziałek, 16 czerwca 2014

Go on and tear me apart.

Rozbij mnie na tysiąc kawałków, rozedrzyj jak tani materiał.
Spójrz na mnie chociaż raz, wtedy gdy tak bardzo mi Ciebie brak.
Odłóż mnie na później, weź głęboki oddech i wyłącz myślenie.
Czuj.
Tak mocno jak dawniej, nie tak jak dziś czy wczoraj, tylko tak beztrosko jak kiedyś.
Pamiętasz ? Na początku, tak jakbym była twoim światem, a nie jego częścią.
Nie idź na skróty, ale śladami mistycznej zagadki.
Poznawaj mnie na nowo, co dnia.
Jeśli potrafisz pokochaj mnie jeszcze raz, zdrowo.
Bądźmy przykładem miłości, a nie nienawiści.
Zatrzymaj czas, niech nie niszczy już nas.
To co było zostaw za sobą i pomyśl ile możemy od siebie dać.
Razem jesteśmy piosenką na ustach milionów ludzi, oddzielnie jedynie nudnym wierszem i pustymi dźwiękami.

niedziela, 20 kwietnia 2014

Po drugiej stronie chmur.

Kamyk leciał jak zaczarowany, burząc spokój na tafli wody.
Słońce ogrzewało moją twarz, a muzyka koiła moją duszę.
Nie śpieszę się nigdzie, czas robi to za mnie.
Spoglądam za siebie i widzę czarne trampki mojego anioła.
Siedzi skulony tuż za mną.
Nie mówi nic, rzuca mi krótkie i troskliwe spojrzenia.
Słyszę jego głos mimo, że nic nie mówi.
Wypełnia moją przestrzeń, pustkę, której doznaje.
Kroczę dumnie obok niego czując błogosławiony stan Opatrzności Bożej.
Jest ich coraz więcej, lecz sięgają mi do pasa, a ich śmiech rozbrzmiewa w mojej głowie.
Ich pogodny stan ducha uzdrawia moją duszę i wprowadza do mego życia spokój.
Jeden z nich chwyta mnie za rękę, dobrze znam ten delikatny dotyk na mojej skórze.
Jego oczy napełniają się łzami, widzę w nich żal i współczucie.
Nie umie okazywać złości, on po prostu cierpi.
Teraz widzi mnie przez zimną szybę, zamkniętą w kloszu, który nie pozwala mi chociażby na jeden dotyk.
Zabija go bezradność wobec wyniszczającej mnie dumy.
Pokazuje mi moje życie na tle obłoków, jak wyciągam rękę i podnoszę tych, którzy wielokrotnie upadali na tej samej drodze, a brak mi sił by wstać z kolan.
Zapalam świeczkę i naprawiam to co we mnie zepsute.
Zbieram siłę by zburzyć klosz uzależnień, w którym mnie uwięziono.
Wszystko w co wierzymy, czego pragniemy, zależy od nas samych.
Anioł przyłożył rękę do szyby, a jego głos rozbrzmiał w środku.
Jeśli czegoś chcesz to po prostu to weź. Jeśli czujesz złość to płacz, nie wstydź się tego, bo to nie oznaka słabości, a miary twojego serca i wrażliwości. Walcz o to na czym Ci zależy i nie daj się zwieść pokusom. Nawet jeśli zbłądzisz to ja zawsze Cie znajdę, tylko proszę, nie niszcz siebie. Wstań, zaciśnij zęby i walcz dalej. Masz tak wiele, powietrze, słońce, gwiazdy, serce, życie. Weź głęboki oddech, wierze, że kolejny raz Ci się uda. Pamiętaj, że zawsze znajdzie się ktoś, kto zgasi twoją świeczkę, ale to tylko od Ciebie zależy czy będziesz trwać w ciemności, czy znów ją zapalisz i rozświetlisz swój szlak.

wtorek, 8 kwietnia 2014

We're not broken just bent and we can learn to love again.

Uwikłana w sieci obojętności nie potrafię spojrzeć im w twarz.
Tym, których kocham, dla których poświęciłabym życie.
Boje się, zwyczajnie się boje.
Życie przypomina mi grę w szachy. Każdy ruch musi być przemyślany i mieć wpływ na "grę".
Wystarczy chwila nieuwagi, a twój ruch zostaje podsumowany słowami "szach mat".
Po zakończonej grze, gdy biegu zdarzeń nie jesteśmy w stanie odwrócić, analizujemy każdy krok naszej rozgrywki. Dostrzegamy błędy jakie my popełniliśmy oraz nasz przeciwnik.
Każda porażka uczy nas czegoś nowego, wystarczy się nie poddawać i walczyć do końca, bo przecież mamy o co.
Na własnych błędach nie uczymy jedynie siebie, ale i innych.
Nie chodzi tu o bilans zysków i strat, kto zawinił bardziej, a kto mniej, ale o to by naprawiać siebie.
Czasami warto spojrzeć na własne wady obiektywnie i zmieniać się dla kogoś, póki mamy dla kogo.
Życie jest w naszych rękach jak każdy ruch pionka na szachownicy, jesteśmy za to w pełni odpowiedzialni, także rozegrajmy te partię jak najlepiej potrafimy.
Zagrajmy z głową, ale nie zagłuszając serca i nie lekceważąc przeciwnika, bo to dzięki niemu mamy o co grać.

piątek, 4 kwietnia 2014

Give me love.

Najszybszą drogą do ludzkiego serca jest przeniknięcie do jego żył.
Bycie nieodłączną częścią układu krwionośnego.
Zależność od drugiej osoby nie oznacza ograniczenia wolności, a poszerza znaczenie tego słowa prowadząc do swobody bycia sobą.
Trzy głębokie wdechy mogą wiele zmienić.
Zamykam oczy i głęboko, lecz z lekkością oddycham czując jak powietrze łaskocze moje płuca.
Dreszcz przechodzi przez moje ciało, a moje oczy szklą się z radości.
Czasami w moim mózgu zachodzą pewne zmiany i ogarnia mnie strach, ale to nie ze względu na to, że zaczynam wątpić.
Moja wiara trzyma mnie w pionie, a nadzieja tli płomień.
Czuję jak ktoś nacina skórę na mych plecach, lecz nie patrzę za siebie.
Uśmiecham się, trzymając teraźniejszość mocno za rękę, wierząc uparcie, że to ona kreuje moją przyszłość.
Bo życie bez niej byłoby jedynie egzystowaniem, dzięki niej czuje, że żyje.

czwartek, 3 kwietnia 2014

Na chwile zboczyliśmy z naszych dróg, porwani jak flagi przez niespokojny wiatr.

Nie chce płakać osobno, tylko śmiać się razem.
Tego co czuje nie opisze jednym wyrazem.
Jest esem i floresem, niesfornym kosmykiem, ale za jej miłość mogę płacić życiem.
Każda kłótnia to nietrafna inwestycja, tracąc siłę zakrywamy dłońmi twarz.
Nie jesteśmy w stanie ratować tonącego sami nie umiejąc pływać.
Trudno kontrolować własne emocję i naprawiać siebie każdego dnia.
To nie znaczy, że nie chcemy, bo chęć jest bardzo wielka, a raczej motywacja, którą jest osoba, którą kochamy.
Zaplątując się w sieć wszystkich zmartwień, wybuchamy.
Krzyczę, gdy ona milczy, milczę kiedy krzyczy.
Wystarczy iskra, by spalić las.
Nie na wszystko mamy wpływ, zatracamy się w wizji szklanych domów, ale wybiegając w przyszłość widzimy się razem, w tym domu, szklanym, murowanym, z resztą to nie ma znaczenia, bo przecież to nasz dom.
Doceniamy ciszę i cieszymy się nią, trwając razem w tym co nas łączy, a nie dzieli.

środa, 12 lutego 2014

Insomnia.

Staram się zasnąć, film moich wspomnień gna nieokiełznanie.
Zamykam oczy, przede mną znów inna kobieta.
Krótkie, rude włosy, ach te zielone oczy. Tonę w jej objęciach, wariuje od jej słów, lecz to jedyne co miałam.
Otwieram oczy, widzę jak wiatr kołysze drzewami.
Ponownie je zamykam.
Wysoka dziewczyna, blond włosy i brązowe oczy. Spogląda na mnie, łapie za rękę, a jej śmiech rozbrzmiewa w moich uszach. Krzyk, płacz, radość. Odpycha mnie, wpadam do wody.
Otwieram oczy, widzę jak pies spokojnie śpi w moich nogach.
Kręcone włosy, brązowe oczy i piegi na nosie. Puste słowa, którymi zaspokajała mój głód, a raczej nimi tuczyła.
Nie wracam tam, bo wiem, że mnie pochłonie.
Spoglądam na zegarek, dziesięć po trzeciej.
Staram się odpędzić myśli, moje powieki zaciskają się jakby mocniej.
Stoi przede mną, niczym fatum. Dziewczyna drobnej postury, brązowe oczy, niewinna i tak nieskazitelna.
Mówi słowami, które wzbudzają we mnie bezgraniczne zaufanie, opowiada o historiach, które tulą mnie do snu. Wodzi palcem po mojej twarzy mówiąc o tym co boli, co cieszy, o tym, że najważniejsze jest to czego chcesz, a nie czego oczekują inni. Cóż za hipokryzja. Prosi bym została, ale ja nie chce, już nie.
Powieki odmawiają mi posłuszeństwa, zaczyna płakać, błagać. Przytulam ją, oddając jej wszystko co mi ofiarowała. Odzyskuje to czego potrzebowałam najbardziej.
Słysze bicie własnego serca, przyspiesza z każdą chwilą. Rozbrzmiewa w mojej głowie, czuje je, a ono łapie mnie za rękę. Czuje to w swoich żyłach i nie chce się tego pozbywać.
Otwieram oczy i przytulam ją mocno. Tak niewinne leży tuż obok mnie, trzymając kurczowo moją rękę. Na jej twarzy widzę wyraz prawdy i poczucia  bezpieczeństwa.
Całuję ją w czoło i patrze jeszcze przez chwilę. Nie chciałam jej rozbudzić, odwraca się i wtula mocno.
Tak, już dobrze, usypiam.

piątek, 31 stycznia 2014

Nie płać za przyszłość teraźniejszością.

Biegnę przed siebie choć brakuje mi tchu.
Widzę jej obraz, lecz to znów ten ze snu.
Moje serce ciągle przyspiesza, a mój mózg wciąż się zawiesza.
Wartość wspomnień jest zbyt cenna, moja miłość jej tak wierna.
Obojętność jak trucizna zabijała mnie powoli i nie krzyknę, nie wyszepcze, że to boli.
Tu nie chodzi o akt złości, łapie łzy swej bezradności.
To złudzenie i iluzja, bo nasz związek jest jak fuzja.
Idealna w swej niedoskonałości, życie z nią jest pełne zawiłości.
Skrytka w której chowam swe marzenia, robi chaos dążąc do ich spełnienia.
Zbiór niepewności zamienił się w coś co nie ma wątpliwości.
Nie pytaj ludzi, bo nikt Ci nie opowie, przyjdź i zobacz jak przysięgam jej przed Bogiem :
Miłość- pełną zrozumienia,
Wierność - odporną na oskarżenia
Uczciwość - bez chwili zwątpienia.

środa, 8 stycznia 2014

We are shining and we’ll never be afraid again.

Leżała w moich ramionach tak niewinnie, a do pokoju wkradał się blask księżyca.
Niebo było bezchmurne, a gwiazdy idealnie komponowały się z jej spojrzeniem.
Nieśmiało zbliżyła się do mnie, a jej wargi lekko muskały moich.
Obsypywała mnie drobnymi pocałunkami co chwile na mnie spoglądając.
Położyła dłoń na mojej twarzy i z gracją ją gładziła.
To był moment, gdy jej palce niepostrzeżenie wślizgnęły się między moje potargane włosy.
Przyciągnęła mnie do siebie, a niewinne pocałunki zamieniła w namiętny romans.
Jej ręce błądziły po moim ciele, zataczając kręgi na plecach.
Schodziły coraz niżej i droczyły się ze mną, doprowadzając mnie do szaleństwa.
Spijałam epitety z jej ust, a jej ciało otoczone było blaskiem metafor.
Chęć dominacji była tak wielka, że walka o nią stała się priorytetem i wojną bez jakichkolwiek zasad.
Wykorzystywała wszystkie moje słabości.
Bez skrupułów bawiła się moimi piersiami i delikatnie gryzła moje ramiona.
Jej słowa odbijały się echem w mojej głowie, a jej usatysfakcjonowany wyraz twarzy pozbawiał mnie sił.
Moje mięśnie wiotczały, a moje ciało błagało o więcej.
Zdominowana przez demona dotykałam nieba.
Stała się najbardziej pożądaną myślą każdego dnia, przyjaciółką, która stawała się najwspanialszą kochanką.
Kobieta anioł, pokazywała mi diabelskie oblicze, kuszące mnie każdej nocy.