sobota, 25 lutego 2012

Niosąc zdradę na ustach, niosłem zemstę podtapianie w oceanie dziś nazwałbym przestępstwem.

Ból fizyczny odwodzi od nas ból psychiczny, robimy wszystko by go nie odczuwać. Myślimy, że jesteśmy w stanie przetrwać wszystko.
Klub, alkohol, nowe znajomości. Dym na parkiecie zamienia się w węża. Nie jest to zwykły gad, ma czerwone oczy, a działanie jego jadu jest stopniowe. Czeka, aż alkohol dopomoże mu zrealizować szpetny plan.
Zagląda każdemu w oczy, ale tylko najwytrwalsi trzymają pion.
Światła neonów, szept ludzi i zmysłowe ruchy ciał w tańcu.
Zdrada jak zaraza rozprzestrzeniła się po ludziach.
Spotkanie twarzą w twarz z samym sobą, z własnymi granicami rozsądku.
Nawet Ci, którzy kochają tak bardzo.
Flirt to nie zdrada, ale jej zalążek. Niewinny uśmiech, prowokujący gest i jesteśmy usidleni.
Jesteśmy jak topiący się ludzie, szukamy deski ratunku, by wyjść z tego cało.
Chwytamy alkohol i zapijamy resztki swej godności, nie zwracamy uwagi na to co robimy tylko na to co się stało.
Możemy zdradzić, albo zostać zdradzeni. Brak zdrowego rozsądku i zdrada śmieje nam się w twarz.
Temperatura rośnie, serca biją szybciej, alkohol uderza do głowy.
Nie trwa to dłużej niż pół minuty, a ma wpływ na większość czasu naszej przyszłości.
Kontrola nad samym sobą, a przede wszystkim zaufanie do samego siebie może nas uratować z objęć wstydu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz