Weszła do klubu chwiejnym krokiem, a ludzie mijali ją jakby nie istniała.
Przedstawiona na parkiecie ciemnej blondynce w koszuli w kratę, złożyła na jej ustach namiętny pocałunek.
Bez zbędnych słów, jedynie z uśmiechem na ustach.
Alkoholowy obraz świata sprawiał, że czuła się szczęśliwa. Bezwstydnie tańczyła, kusząc kobiece spojrzenia.
Pewna siebie i bez moralnych granic, próbowała ukryć swój wewnętrzny ból.
Następnego dnia w jej pamięci pojawiły się ubytki, lecz na jej twarzy nie było maski upokorzenia, a na jej głowie spoczął wieniec laurowy.
Zatracała się w słowach kobiet, z którymi sypiała, bo mówiły to co chciała usłyszeć, co czasami mijało się z prawdą.
Tulona przez strach do snu przekładała spotkania z dwa lata starszą dziewczyną.
Jakże trafne było postawienie ich na swojej drodze. Spacer po parku okazał się być idealnie spędzonym czasem, a dwie drogi po których kroczyły szybko złączyły się w jeden szlak.
Niezbyt lubiana w towarzystwie swojej dziewczyny, klubowa dama musiała przywyknąć do bombardowań oszczerstwami, szczególnie ze strony koszulowej panny.
Zaniedbywanie przyjaciół odbija się wielkim echem, a "miłość" gotowa jest do poświęceń.
Impreza na świeżym powietrzu miała okazać się wspaniałym pomysłem na zabawę, lecz nikt nie brał pod uwagę skutków ubocznych.
Nic nie dzieje się bez przyczyny i wszystko jest ze sobą powiązane.
Parę osób dołączyło się do imprezy, ale nie z dobrymi intencjami, co wywołało wielką frustrację.
Nie trzeba było długo czekać na rękoczyny, a alkohol buzował w żyłach uczestników.
Klubowa dama mimo swej wielkiej nienawiści do koszulowej dziewczyny, jako pierwsza ruszyła jej z pomocą, a za nią cała reszta.
Tomografia oszczędziła im kolejnych zmartwień, a kroplówki uśmierzały ból.
Ich świat został wywrócony o 180 stopni, a klubowa dama nigdy więcej nie została pominięta przy zaproszeniach na imprezy.
Pochłonięta zabawą, była coraz dalej swojej kobiety. Nieustające kłótnie pozbawiały je resztek nadziei.
Koszulowa panna w najmniej dogodnym momencie okazała swoją słabość.
Uzupełniła luki klubowej damy z 26 stycznia 2013 roku.
Ta sytuacja też nie była mniej skomplikowana, bo każda z nich była z kimś związana.
Pełne pożądania spojrzenia, słowa nasączone zagadkami miały mnóstwo niedoskonałości zauważalnych przez otoczenie.
Sytuacja męczyła umysł, któremu należał się odpoczynek.
Wsiadły razem w pociąg, by oderwać się od rzeczywistości, od swoich związków pełnych niedopowiedzeń.
Po kilkunastu minutach wędrówki dotarły na brzeg jeziora. Weszły na drewniany mostek, siadając na jego skraju.
Całkowicie tracąc poczucie czasu, walczyły ze sobą by wrócić zachowując resztki godności.
Obserwowały rozgwieżdżone niebo, zapewniając się wzajemnie o spełnieniu własnych marzeń.
Wróciły do rzeczywistości, by z uniesioną głową się z nią zmierzyć.
Nie potrafiły naprawić tego, co zostało zepsute w ich związkach.
Stanęły na rozdrożu dróg, gdzie musiały zdecydować czy tkwić w jednym punkcie osobno, czy iść naprzód razem.
Stanęły na swojej drodze 10 października, by chwycić się za ręce i kroczyć razem w nieznane.
Kłótnie, intrygi, niedopowiedzenia, kłamstwa ich nie zabiły, a dały odczuć możliwość straty, czegoś co w przyszłości mogło okazać się trwałym związkiem.
Ostatnia szansa bywa zobowiązująca, a nienawiść łatwo zamienić w miłość.
Uczucie, którego nie musisz się wstydzić idąc ulicą, czy zapraszając na obiad rodzinny.
Jeśli jesteś szczęśliwy i walczysz o to co kochasz, bliscy cieszą się razem z Tobą i wspierają w każdej twej decyzji.
Uczucie, które nie szuka poklasku, a jedyne czego od siebie wymaga to szczerości i zaufania.
Uczucie, które pełne jest namiętności, pożądania, ale i upragnionej stabilizacji.
Uczucie, które zmienia Cie w lepszego człowieka.
"Bo w oczach tkwi siła duszy."
niedziela, 29 grudnia 2013
środa, 25 grudnia 2013
I will try to fix you.
Pracujemy długi czas, by osiągnąć to o czym marzyliśmy, do czego dążyliśmy.
Wkładamy w to całe serce, by dostać to czego chcemy, ale czy to jest to czego potrzebujemy ?
Budujemy fundamenty znajomości na wspólnym zaufaniu, by czuć wsparcie napływające z zewnątrz.
Oddajemy część siebie w ręce innej osoby.
Zaufanie jest niczym spodnie, do których dobieramy inne dodatki, koszulki, buty.
Za każdym razem, gdy ktoś zawiedzie nasze zaufanie na spodniach pojawia się plamka, którą trzeba sprać, ale czy na pewno się da ?
Niektórzy uciekają od odpowiedzialności i pozwalają, by rodzice, a czasami inni robili za nas pranie.
Wielkodusznie wybaczamy skruszonym kłamcom, hipokrytom i tym co zdradzili, ale po co brudzić dalej spodnie, skoro plamy można było wyprać i zapomnieć, że kiedykolwiek tam były.
Pojawiają się lekkie dziurki, które z czasem się strzępią i pokazują jak bardzo niszczymy swoją część ubioru.
Zdajemy sobie sprawę z tego co uczyniliśmy dopiero w momencie, gdy dziury zaczynają zwracać na siebie uwagę przechodniów, a ich wzrok co chwile ląduje na naszej upokorzonej twarzy.
Chwytamy igłę i nić, starając się zszyć materiał, ale pozostają na nim widoczne ślady.
Te spodnie już nigdy nie będą takie same i nigdy nie będą się tak dobrze komponować z naszą ulubioną koszulką.
Wkładamy w to całe serce, by dostać to czego chcemy, ale czy to jest to czego potrzebujemy ?
Budujemy fundamenty znajomości na wspólnym zaufaniu, by czuć wsparcie napływające z zewnątrz.
Oddajemy część siebie w ręce innej osoby.
Zaufanie jest niczym spodnie, do których dobieramy inne dodatki, koszulki, buty.
Za każdym razem, gdy ktoś zawiedzie nasze zaufanie na spodniach pojawia się plamka, którą trzeba sprać, ale czy na pewno się da ?
Niektórzy uciekają od odpowiedzialności i pozwalają, by rodzice, a czasami inni robili za nas pranie.
Wielkodusznie wybaczamy skruszonym kłamcom, hipokrytom i tym co zdradzili, ale po co brudzić dalej spodnie, skoro plamy można było wyprać i zapomnieć, że kiedykolwiek tam były.
Pojawiają się lekkie dziurki, które z czasem się strzępią i pokazują jak bardzo niszczymy swoją część ubioru.
Zdajemy sobie sprawę z tego co uczyniliśmy dopiero w momencie, gdy dziury zaczynają zwracać na siebie uwagę przechodniów, a ich wzrok co chwile ląduje na naszej upokorzonej twarzy.
Chwytamy igłę i nić, starając się zszyć materiał, ale pozostają na nim widoczne ślady.
Te spodnie już nigdy nie będą takie same i nigdy nie będą się tak dobrze komponować z naszą ulubioną koszulką.
sobota, 21 grudnia 2013
Your heart is on my sleeve, did you put it there with a magic marker ?
Znasz to miejsce bardzo dobrze, mógłbyś je przejść wzdłuż i wszerz z zamkniętymi oczami.
Zostawiłeś tam swoje młodzieńcze lata.
Znów słyszysz śmiech znanych Ci kiedyś twarzy, który uwięziony jest między murami.
Drobne łkanie chowanych po kątach rozterek.
Wspomnienia oślepiają Cię migając jak tysiące drobnych światełek.
Przyjaźnie, przelotne romanse, ale także i historie prawdziwej miłości.
Skarbnica wiedzy, która stała przed Tobą otworem.
Mijasz nieznajome twarze u boku swego przewodnika.
Widzisz w nim o wiele więcej niż tylko pracownika, widzisz w nim cudownego człowieka, przyjaciela, który wyczekiwał twej wizyty.
Na jego twarzy maluje się uśmiech, toniesz w ciepłym uścisku jego ramion.
Opowiada historie, które przegapiłeś po tym jak odszedłeś.
Nie, nie z własnej woli, tak po prostu być musiało.
Taka kolej rzeczy, nie zmienimy biegu zdarzeń, ale jedno jest pewne, te wspomnienia żyją w Tobie, a to miejsce napędza Cię do odczuwania ich w ten sam sposób.
Pamiętasz każdy uśmiech, każde spojrzenie z trzeciej ławki z rzędu pod ścianą.
Każdy wygłup i jego konsekwencje.
Wszystkie miejsca, a nawet i zakamarki, kryją historie, która naznaczyła twoją pamięć.
Wszystko zostało odcięte razem z dniem, w którym odszedłeś i zostawiłeś to za sobą na zawsze.
Lecz nie należy się smucić, bo nic nie umarło, ale na zawsze w twoim sercu się zawarło.
Zostawiłeś tam swoje młodzieńcze lata.
Znów słyszysz śmiech znanych Ci kiedyś twarzy, który uwięziony jest między murami.
Drobne łkanie chowanych po kątach rozterek.
Wspomnienia oślepiają Cię migając jak tysiące drobnych światełek.
Przyjaźnie, przelotne romanse, ale także i historie prawdziwej miłości.
Skarbnica wiedzy, która stała przed Tobą otworem.
Mijasz nieznajome twarze u boku swego przewodnika.
Widzisz w nim o wiele więcej niż tylko pracownika, widzisz w nim cudownego człowieka, przyjaciela, który wyczekiwał twej wizyty.
Na jego twarzy maluje się uśmiech, toniesz w ciepłym uścisku jego ramion.
Opowiada historie, które przegapiłeś po tym jak odszedłeś.
Nie, nie z własnej woli, tak po prostu być musiało.
Taka kolej rzeczy, nie zmienimy biegu zdarzeń, ale jedno jest pewne, te wspomnienia żyją w Tobie, a to miejsce napędza Cię do odczuwania ich w ten sam sposób.
Pamiętasz każdy uśmiech, każde spojrzenie z trzeciej ławki z rzędu pod ścianą.
Każdy wygłup i jego konsekwencje.
Wszystkie miejsca, a nawet i zakamarki, kryją historie, która naznaczyła twoją pamięć.
Wszystko zostało odcięte razem z dniem, w którym odszedłeś i zostawiłeś to za sobą na zawsze.
Lecz nie należy się smucić, bo nic nie umarło, ale na zawsze w twoim sercu się zawarło.
środa, 11 grudnia 2013
Last train home.
Przechodzimy między przedziałami, spotykamy
ludzi, którzy okazali się pionkami.
Maszynista czuwa przecież dniami i nocami, więc nie wmówisz mi, że tą podróż odbywamy sami.
Każdy wagon to odmienna jest historia, dobrze wiesz, że w życiu zachowana musi być harmonia.
Kilka światów tuż pod Boga nosem, kiedy mówię „ Carpe diem” , odpowiadasz „ Carpe Noctem”.
Są też tacy, którzy stoją obok Ciebie twardo, nie zatrzymuj się i idź z uniesioną w górze gardą.
Nikt nie mówił Ci, że będzie łatwo, spójrz za okno i posłuchaj co Ci chce powiedzieć nocą miasto.
Maszynista czuwa przecież dniami i nocami, więc nie wmówisz mi, że tą podróż odbywamy sami.
Każdy wagon to odmienna jest historia, dobrze wiesz, że w życiu zachowana musi być harmonia.
Kilka światów tuż pod Boga nosem, kiedy mówię „ Carpe diem” , odpowiadasz „ Carpe Noctem”.
Są też tacy, którzy stoją obok Ciebie twardo, nie zatrzymuj się i idź z uniesioną w górze gardą.
Nikt nie mówił Ci, że będzie łatwo, spójrz za okno i posłuchaj co Ci chce powiedzieć nocą miasto.
Zakazany owoc, który ciągle Ciebie kusi, lecz uważaj co chcesz zrobić, bo Cię
wina dorwie i udusi.
W życiu złudne są dla ludzi plan y, los jak zechce to i tak Ci sypnie sól na rany.
W życiu złudne są dla ludzi plan y, los jak zechce to i tak Ci sypnie sól na rany.
piątek, 6 grudnia 2013
Dream of paradise.
Siedziała naprzeciwko, nie wypowiadając ani słowa błądziła wzrokiem szukając jakiegokolwiek punktu zaczepienia.
Trafiła na moje spojrzenie.
Było tak przenikliwe, łamiące z impetem każdą barierę mojego umysłu.
Mimo tego delikatnie dotykała mojej duszy.
Strach wytworzony przez samokontrolny mechanizm, został zastąpiony wtórnym uczuciem spokoju i ulgi.
Ruchem powiek opowiadała mi historie, których nikt inny wcześniej nie słyszał.
Jej oczy były pełne nadziei, ale także wielu obaw i niedopowiedzeń.
Wtedy zrozumiałam sens słów - "nikt tak pięknie nie mówił że się boi miłości".
Karmiona szczęściem zaspokajała swój głód, ale nigdy się nie najadała, by nie zgubić się w swej zachłanności.
Opowiadała o lesie, który bogaty w barwy jesienne tak bardzo koił jej duszę.
Jej uśmiech był porównywalny z radością malującą się na twarzy dziecka, ciepły i szczery.
Rzuciła koło ratunkowe bym nie zatraciła się w oceanie własnego cynizmu i uratowała mnie od całkowitego zepsucia.
Trafiła na moje spojrzenie.
Było tak przenikliwe, łamiące z impetem każdą barierę mojego umysłu.
Mimo tego delikatnie dotykała mojej duszy.
Strach wytworzony przez samokontrolny mechanizm, został zastąpiony wtórnym uczuciem spokoju i ulgi.
Ruchem powiek opowiadała mi historie, których nikt inny wcześniej nie słyszał.
Jej oczy były pełne nadziei, ale także wielu obaw i niedopowiedzeń.
Wtedy zrozumiałam sens słów - "nikt tak pięknie nie mówił że się boi miłości".
Karmiona szczęściem zaspokajała swój głód, ale nigdy się nie najadała, by nie zgubić się w swej zachłanności.
Opowiadała o lesie, który bogaty w barwy jesienne tak bardzo koił jej duszę.
Jej uśmiech był porównywalny z radością malującą się na twarzy dziecka, ciepły i szczery.
Rzuciła koło ratunkowe bym nie zatraciła się w oceanie własnego cynizmu i uratowała mnie od całkowitego zepsucia.
niedziela, 1 grudnia 2013
Hearts Without Chains.
Stała tuż obok niej, w milczeniu, patrzyła w jej oczy, w których widziała światło, które mogło rozświetlić szlak, którym kroczyła lub zgubić ją i w najmniej oczekiwanym momencie zgasnąć.
Zmarszczyła czoło, kierując swój wzrok w stronę nieba.
Krople deszczu spadały na jej twarz, a jej włosy chłonęły wodę jak gąbka.
Chwyciła dziewczynę za rękę i przyciągnęła do siebie. Ich oddechy łączyły się w jeden, a usta splotły się w namiętnym pocałunku.
Czuła jak jej ciało opiera się o maskę samochodu i bezwładnie dopasowuje kształt do karoserii.
Jej twarz oświetlała latarnia, a ciało stawało się coraz bardziej mokre.
Mimo strachu, czuła się bezpiecznie.
Jej dłonie błądziły pod bluzą dziewczyny, naznaczając dreszczem brzuch.
Czuła eksplozje, a z każdym ruchem jej ciało melodyjnie drgało.
Przyciągnęła ją do siebie jeszcze mocniej, zataczając kręgi na jej plecach.
Odchyliła głowę i poddała się muskaniu ust po swojej szyi.
Przyprawiało ją to o dreszcze, o całkowite zniewolenie.
Nie zważając na cały świat chciała się kochać.
W deszczu, na masce niebieskiego samochodu, o 3 w nocy.
Oczy mieniły się w każdym z możliwych kolorów, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki na prośbę dominującej.
Źrenice zwiększały się, a usta rozchylały się bezwiednie.
Jej ręka gładziła delikatnie włosy dziewczyny, a oddech stawał się coraz szybszy.
Czuła delikatne lecz zdecydowane ruchy.
Deszcz spływał po jej twarzy i obniżał temperaturę ciała.
Zachłannie pragnęły swych ciał, a na ich twarzach malował się uśmiech.
Nie był wywołanym samym aktem, lecz świadomością wzajemnego uczucia oraz uzupełniającej je "odmienności".
Zmarszczyła czoło, kierując swój wzrok w stronę nieba.
Krople deszczu spadały na jej twarz, a jej włosy chłonęły wodę jak gąbka.
Chwyciła dziewczynę za rękę i przyciągnęła do siebie. Ich oddechy łączyły się w jeden, a usta splotły się w namiętnym pocałunku.
Czuła jak jej ciało opiera się o maskę samochodu i bezwładnie dopasowuje kształt do karoserii.
Jej twarz oświetlała latarnia, a ciało stawało się coraz bardziej mokre.
Mimo strachu, czuła się bezpiecznie.
Jej dłonie błądziły pod bluzą dziewczyny, naznaczając dreszczem brzuch.
Czuła eksplozje, a z każdym ruchem jej ciało melodyjnie drgało.
Przyciągnęła ją do siebie jeszcze mocniej, zataczając kręgi na jej plecach.
Odchyliła głowę i poddała się muskaniu ust po swojej szyi.
Przyprawiało ją to o dreszcze, o całkowite zniewolenie.
Nie zważając na cały świat chciała się kochać.
W deszczu, na masce niebieskiego samochodu, o 3 w nocy.
Oczy mieniły się w każdym z możliwych kolorów, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki na prośbę dominującej.
Źrenice zwiększały się, a usta rozchylały się bezwiednie.
Jej ręka gładziła delikatnie włosy dziewczyny, a oddech stawał się coraz szybszy.
Czuła delikatne lecz zdecydowane ruchy.
Deszcz spływał po jej twarzy i obniżał temperaturę ciała.
Zachłannie pragnęły swych ciał, a na ich twarzach malował się uśmiech.
Nie był wywołanym samym aktem, lecz świadomością wzajemnego uczucia oraz uzupełniającej je "odmienności".
czwartek, 28 listopada 2013
Niech ktoś zawróci czas, zmieni zdarzeń bieg, gdy rozpędzeni gnamy wbrew przestrogom.
Budując mury swej utopii odgradzamy własny umysł od rzeczywistości.
Coraz mniej promieni słonecznych dociera do wielu zakamarków miasta, a na ulicach nie słychać dźwięku radosnych konwersacji.
Pole widzenia zostaje zawężone do minimum, a my sami zamykamy się w komnacie własnych myśli, krążąc w tę i z powrotem.
Zabrakło kapeli, która grała melodie kojące naszą duszę.
Być może błąd był w dążeniu do perfekcji, w samej myśli o idealnym świecie.
Pełni wiary w to, że jesteśmy w stanie zmienić swój świat tak by znów czuć się szczęśliwi stwarzamy iluzję tego, co chcielibyśmy mieć.
Gonimy to, czego tak bardzo pragniemy, ale zmęczeni najdłuższym maratonem gasimy pragnienie tym co mamy.
Kiedy tracimy wiarę, a pozostaje nam jedynie nadzieja, słyszymy bijące nieopodal dzwony, krzyki i stukot kopyt.
Wybiegamy by ujrzeć jak wracają Ci, którzy odeszli, ale naiwna myśl pozbawia nas ostatniej rzeczy jaką mamy.
Widzimy jak na rozstaju dróg, nasza zostaje pominięta, ale nie czujemy złości czy żalu.
Chowamy parę łez do sakiewki i zamykamy się we własnym świecie, dekorując je i uparcie czekając na przybycie kogoś, kto rozpromieni mury ciemnego zamku i nada szczęśliwe zakończenie naszej bajce.
Coraz mniej promieni słonecznych dociera do wielu zakamarków miasta, a na ulicach nie słychać dźwięku radosnych konwersacji.
Pole widzenia zostaje zawężone do minimum, a my sami zamykamy się w komnacie własnych myśli, krążąc w tę i z powrotem.
Zabrakło kapeli, która grała melodie kojące naszą duszę.
Być może błąd był w dążeniu do perfekcji, w samej myśli o idealnym świecie.
Pełni wiary w to, że jesteśmy w stanie zmienić swój świat tak by znów czuć się szczęśliwi stwarzamy iluzję tego, co chcielibyśmy mieć.
Gonimy to, czego tak bardzo pragniemy, ale zmęczeni najdłuższym maratonem gasimy pragnienie tym co mamy.
Kiedy tracimy wiarę, a pozostaje nam jedynie nadzieja, słyszymy bijące nieopodal dzwony, krzyki i stukot kopyt.
Wybiegamy by ujrzeć jak wracają Ci, którzy odeszli, ale naiwna myśl pozbawia nas ostatniej rzeczy jaką mamy.
Widzimy jak na rozstaju dróg, nasza zostaje pominięta, ale nie czujemy złości czy żalu.
Chowamy parę łez do sakiewki i zamykamy się we własnym świecie, dekorując je i uparcie czekając na przybycie kogoś, kto rozpromieni mury ciemnego zamku i nada szczęśliwe zakończenie naszej bajce.
poniedziałek, 18 listopada 2013
How I hate the way he makes me feel.
Pomiędzy marzeniami, a szarą rzeczywistością spotkały się ich spojrzenia.
Naprzeciwko siebie światło i królestwo cienia.
Pierwszy anioł dość nieśmiały, trochę zwariowany, czuł czasami się niechciany.
Drugi zaś zdecydowany, ambicjami kierowany.
W niepewności razem żyli, a miłością się okryli.
Czarny z Białym, dwa odmienne światy, każdy z nich czuł się bogaty.
Czym, że byliby bez siebie zamieszkując nawet w niebie ?
Jedno bez drugiego nie istniało, coż dwie dusze jedno ciało.
Ten sam rytm, gest i drżenie, kierowane przez pragnienie.
W swym objęciu, skrzydłami się okryli i z rozkoszy razem wyli.
Gdzieś pomiędzy Bogiem, a obliczem Diabła, wciąż się toczy ciągła walka.
Ta o miłość i marzenia, grunt to dążyć do spełnienia.
Strach powodem jest drętwienia, podnieś głowe i wyjdź z cienia.
Przestań bać się własnych marzeń, bo strach pamięć Ci wymaże.
A gdy będziesz już gotowy, wspomnij wtedy dwa anioły.
Naprzeciwko siebie światło i królestwo cienia.
Pierwszy anioł dość nieśmiały, trochę zwariowany, czuł czasami się niechciany.
Drugi zaś zdecydowany, ambicjami kierowany.
W niepewności razem żyli, a miłością się okryli.
Czarny z Białym, dwa odmienne światy, każdy z nich czuł się bogaty.
Czym, że byliby bez siebie zamieszkując nawet w niebie ?
Jedno bez drugiego nie istniało, coż dwie dusze jedno ciało.
Ten sam rytm, gest i drżenie, kierowane przez pragnienie.
W swym objęciu, skrzydłami się okryli i z rozkoszy razem wyli.
Gdzieś pomiędzy Bogiem, a obliczem Diabła, wciąż się toczy ciągła walka.
Ta o miłość i marzenia, grunt to dążyć do spełnienia.
Strach powodem jest drętwienia, podnieś głowe i wyjdź z cienia.
Przestań bać się własnych marzeń, bo strach pamięć Ci wymaże.
A gdy będziesz już gotowy, wspomnij wtedy dwa anioły.
piątek, 8 listopada 2013
Just close your eyes and breathe for a while.
Wiele nocy poświęcamy na porządkowanie myśli. Każdą z nich wkładamy do odpowiedniej szuflady i zamykamy, by żadna z nich się nie zgubiła.
Skupiamy myśli na wpływie naszego życia na innych.
Szlachetnie stawiamy dobro drugiego człowieka na piedestale, ale czy jesteśmy w stanie dać komuś coś czego sami nie posiadamy ?
- Dasz mi lizaka ?
- Co to za dziwne pytanie ?
- Pytanie jak każde inne, dasz mi lizaka ?
- Dam.
- A masz go ?
- Chcieć to móc. Skoro chcesz to będę miała.
- Masz go teraz ?
- Nie.
- Musisz go kupić, tak ?
- Tak.
- A skąd masz pieniądze ?
- Pewnie muszę je zarobić.
- Dokładnie, musisz zapracować, by kupić lizaka - mieć go by móc mi go dać.
Nie jesteśmy w stanie ofiarować komuś szczęścia sami go nie mając.
Wiele pracy musimy włożyć w to by żyć w zgodzie z samym sobą, by czuć się szczęśliwym.
Jeśli w pełni zaakceptujemy siebie i uwierzymy we własne możliwości, nigdy nie zwątpimy w innych.
Skupiamy myśli na wpływie naszego życia na innych.
Szlachetnie stawiamy dobro drugiego człowieka na piedestale, ale czy jesteśmy w stanie dać komuś coś czego sami nie posiadamy ?
- Dasz mi lizaka ?
- Co to za dziwne pytanie ?
- Pytanie jak każde inne, dasz mi lizaka ?
- Dam.
- A masz go ?
- Chcieć to móc. Skoro chcesz to będę miała.
- Masz go teraz ?
- Nie.
- Musisz go kupić, tak ?
- Tak.
- A skąd masz pieniądze ?
- Pewnie muszę je zarobić.
- Dokładnie, musisz zapracować, by kupić lizaka - mieć go by móc mi go dać.
Nie jesteśmy w stanie ofiarować komuś szczęścia sami go nie mając.
Wiele pracy musimy włożyć w to by żyć w zgodzie z samym sobą, by czuć się szczęśliwym.
Jeśli w pełni zaakceptujemy siebie i uwierzymy we własne możliwości, nigdy nie zwątpimy w innych.
wtorek, 5 listopada 2013
Happy Birthday !
Spotykamy w swoim życiu ludzi, którzy pomimo wszystkich przeciwności losu oraz czasu pozostają dla nas ważni. Są powiernikami naszych tajemnic, współtowarzyszami wielu wędrówek.
- Tyle wspólnie przemierzonych kilometrów, tyle zdjęć, wspomnień.
- Tyle przelanych litrów alkoholu, przetańczonych nocy.
- Tyle radosnych chwil, oraz wylanych łez.
Każdy z nas zmienia się pod wpływem czasu, ale nic nie jest w stanie zmienić naszych relacji z ludźmi, którzy zawsze staną za nami. Którzy są w stanie swą szczerością ustawić nas do pionu.
Pomimo zawiłości w moim życiu, niczego nie żałuje.
Każdego dnia dziękuję Bogu za ludzi, których poznałam, są wspaniali.
Dzisiaj jeden z człowieczków z mojego stadka obchodzi swoje 21 urodziny.
Żałuję, że nie mogę siedzieć teraz razem z nimi i świętować tego dnia, tylko leże w domu i zażywam witamin ( D. -> go on, you can laugh ).
Zawsze zastanawiam się czego mogę życzyć ludziom na urodziny. W zasadzie ciekawi mnie czy jest coś co chcieliby usłyszeć w tym dniu.
Po pierwsze, najlepszegooo kremu na zmarszczki, bo teraz to już z górki.
Pięknego rumaka, na którym mógłby przyjechać niekoniecznie najprzystojniejszy i szczupły książe, ale taki, który spełnia twoje oczekiwania, sądzę, że już takiego masz, może niekoniecznie odpowiada mojemu opisowi, bo głupi to ma zawsze szczęście i trafił Ci się fajny pakiet z rumakiem. :D
Spełnienia marzeń ? Jeśli takie masz to jak najszybciej powinnaś założyć konto oszczędnościowe, które przybliży Cię do realizacji tych planów ! <3
Nienormalnych ludzi dookoła, bo tylko tacy są coś warci. Gdyby nie oni świat byłby czarno-biały, a każda historia wyglądałaby tak samo.
Tak na serio, to nie wiem czego mogę Ci jeszcze życzyć, więc jeśli już to czytasz to znaczy, że przed chwilą rozmawiałaś ze mną przez telefon i naprawde miło było usłyszeć twój głos.
Sto lat, Madziu ! :*
Ps. Licze na to, że niedługo będziemy mogły wspólnie napić się za twoje zdrowie :)
- Tyle wspólnie przemierzonych kilometrów, tyle zdjęć, wspomnień.
- Tyle przelanych litrów alkoholu, przetańczonych nocy.
- Tyle radosnych chwil, oraz wylanych łez.
Każdy z nas zmienia się pod wpływem czasu, ale nic nie jest w stanie zmienić naszych relacji z ludźmi, którzy zawsze staną za nami. Którzy są w stanie swą szczerością ustawić nas do pionu.
Pomimo zawiłości w moim życiu, niczego nie żałuje.
Każdego dnia dziękuję Bogu za ludzi, których poznałam, są wspaniali.
Dzisiaj jeden z człowieczków z mojego stadka obchodzi swoje 21 urodziny.
Żałuję, że nie mogę siedzieć teraz razem z nimi i świętować tego dnia, tylko leże w domu i zażywam witamin ( D. -> go on, you can laugh ).
Zawsze zastanawiam się czego mogę życzyć ludziom na urodziny. W zasadzie ciekawi mnie czy jest coś co chcieliby usłyszeć w tym dniu.
Po pierwsze, najlepszegooo kremu na zmarszczki, bo teraz to już z górki.
Pięknego rumaka, na którym mógłby przyjechać niekoniecznie najprzystojniejszy i szczupły książe, ale taki, który spełnia twoje oczekiwania, sądzę, że już takiego masz, może niekoniecznie odpowiada mojemu opisowi, bo głupi to ma zawsze szczęście i trafił Ci się fajny pakiet z rumakiem. :D
Spełnienia marzeń ? Jeśli takie masz to jak najszybciej powinnaś założyć konto oszczędnościowe, które przybliży Cię do realizacji tych planów ! <3
Nienormalnych ludzi dookoła, bo tylko tacy są coś warci. Gdyby nie oni świat byłby czarno-biały, a każda historia wyglądałaby tak samo.
Tak na serio, to nie wiem czego mogę Ci jeszcze życzyć, więc jeśli już to czytasz to znaczy, że przed chwilą rozmawiałaś ze mną przez telefon i naprawde miło było usłyszeć twój głos.
Sto lat, Madziu ! :*
Ps. Licze na to, że niedługo będziemy mogły wspólnie napić się za twoje zdrowie :)
niedziela, 3 listopada 2013
I feel something so right doing the wrong thing.
Moja teraźniejszość zabrała mnie na spacer. Czuje, a mimo to boje się, że coś strace.
Widmo mej przeszłości błądzi gdzieś po naszym niebie, a szlak do przyszłości zakryła gęsta mgła.
Idę w ciemno, tłumiąc w sobie to co we mnie okryte czarnymi barwami.
Pielgrzymka do swojego wnętrza może okazać się najtrudniejszą wędrówką w życiu człowieka.
Uciekamy do wspomnień, w których okazaliśmy słabość i analizujemy każdy moment.
Krok po kroku, sekunda za sekundą.
Wewnętrznie trenujemy swoją cierpliwość, by z każdym dniem była trwalsza.
Odporna na wszelkie przeciwności, by nasz gniew nie satysfakcjonował innych, ale ruszył ich nasz cynizm.
Obojętnością zabijamy to co resztkami sił trzymało nadzieję, która uparcie wymykała się z rąk.
Tracimy wszelką kontrolę nad sobą i stanem własnego umysłu.
Stajemy przed wyborem, gubiąc się w pajęczynie własnych myśli. Opuszczając wzrok, przyodziewamy maskę.
Wchodzimy na scenę w teatrze życia, odczuwając jak trema paraliżuje każdą komórkę naszego ciała.
Pod wpływem emocji działamy instynktownie, a każdy nasz ruch jest nieprzemyślany, bo czas w tym wypadku staje się naszym wrogiem, by następnego dnia przyjacielsko wyciągnąć dłoń i cierpliwie czekać na nadchodzące zmiany.
Bo w tym tkwi problem, by dostrzec to co zrobiliśmy źle i naprawić to co w nas zepsute.
Widmo mej przeszłości błądzi gdzieś po naszym niebie, a szlak do przyszłości zakryła gęsta mgła.
Idę w ciemno, tłumiąc w sobie to co we mnie okryte czarnymi barwami.
Pielgrzymka do swojego wnętrza może okazać się najtrudniejszą wędrówką w życiu człowieka.
Uciekamy do wspomnień, w których okazaliśmy słabość i analizujemy każdy moment.
Krok po kroku, sekunda za sekundą.
Wewnętrznie trenujemy swoją cierpliwość, by z każdym dniem była trwalsza.
Odporna na wszelkie przeciwności, by nasz gniew nie satysfakcjonował innych, ale ruszył ich nasz cynizm.
Obojętnością zabijamy to co resztkami sił trzymało nadzieję, która uparcie wymykała się z rąk.
Tracimy wszelką kontrolę nad sobą i stanem własnego umysłu.
Stajemy przed wyborem, gubiąc się w pajęczynie własnych myśli. Opuszczając wzrok, przyodziewamy maskę.
Wchodzimy na scenę w teatrze życia, odczuwając jak trema paraliżuje każdą komórkę naszego ciała.
Pod wpływem emocji działamy instynktownie, a każdy nasz ruch jest nieprzemyślany, bo czas w tym wypadku staje się naszym wrogiem, by następnego dnia przyjacielsko wyciągnąć dłoń i cierpliwie czekać na nadchodzące zmiany.
Bo w tym tkwi problem, by dostrzec to co zrobiliśmy źle i naprawić to co w nas zepsute.
piątek, 25 października 2013
Dzień, w którym powiem sobie dość, będzie karą za twój błąd.
W człowieku rodzą się uczucia bezwiednie. Jest pełen przeczuć, obaw, nadziei.
Najczęściej mamy przeczucie, że w niedalekiej przyszłości zdarzy się coś złego.
Coś co zwali nas z nóg i nie będziemy mogli złapać oddechu po upadku.
Słyszymy jak bomba tyka, mamy coraz mniej czasu.
Nie możemy otworzyć oczu, bo ktoś przesłodził nasze życie.
Nie myślimy racjonalnie i nie patrzymy trzeźwo na otaczającą nas rzeczywistość.
Mamy obawy, które w ramionach drugiej osoby były rozwiewane.
Mamy nadzieję, bo ta umiera ostatnia. To ta słodka wersja tego słowa.
Nadzieja jest matką głupich, lecz każda matka kocha swoje dzieci.
Dostałam balon, każdego dnia zachwycałam się nim, bo kogo nie ucieszyłby balonik.
Odkręciłam wodę w kranie i zaczęłam go napełniać. Nie wiem skąd wzięła się moja nieufność, bo przecież do tej pory wystarczył mi sam zachwyt.
Balonik okazał się dziurawy, a woda uciekała przez każdą drobną dziurkę.
Na pozór tak piękny, źródło mojej radości, w momencie próby okazał się popsuty.
Słyszałam przyspieszone tykanie zegara.
Tik tak, tik tak.
Mój cynizm wziął górę, a ja otworzyłam oczy.
Bomba, która tykała znajdowała się bliżej niż się wydawało.
Trzymałam ją w ramionach.
Troszczyłam się o nią.
Budziłam obok.
Była dla mnie jak balonik, mimo że tykała tak donośnie.
Bomba, która wybuchła stała naprzeciwko z zimną krwią.
Stała się częścią mnie, ale nie zawładnęła całą mną.
Najczęściej mamy przeczucie, że w niedalekiej przyszłości zdarzy się coś złego.
Coś co zwali nas z nóg i nie będziemy mogli złapać oddechu po upadku.
Słyszymy jak bomba tyka, mamy coraz mniej czasu.
Nie możemy otworzyć oczu, bo ktoś przesłodził nasze życie.
Nie myślimy racjonalnie i nie patrzymy trzeźwo na otaczającą nas rzeczywistość.
Mamy obawy, które w ramionach drugiej osoby były rozwiewane.
Mamy nadzieję, bo ta umiera ostatnia. To ta słodka wersja tego słowa.
Nadzieja jest matką głupich, lecz każda matka kocha swoje dzieci.
Dostałam balon, każdego dnia zachwycałam się nim, bo kogo nie ucieszyłby balonik.
Odkręciłam wodę w kranie i zaczęłam go napełniać. Nie wiem skąd wzięła się moja nieufność, bo przecież do tej pory wystarczył mi sam zachwyt.
Balonik okazał się dziurawy, a woda uciekała przez każdą drobną dziurkę.
Na pozór tak piękny, źródło mojej radości, w momencie próby okazał się popsuty.
Słyszałam przyspieszone tykanie zegara.
Tik tak, tik tak.
Mój cynizm wziął górę, a ja otworzyłam oczy.
Bomba, która tykała znajdowała się bliżej niż się wydawało.
Trzymałam ją w ramionach.
Troszczyłam się o nią.
Budziłam obok.
Była dla mnie jak balonik, mimo że tykała tak donośnie.
Bomba, która wybuchła stała naprzeciwko z zimną krwią.
Stała się częścią mnie, ale nie zawładnęła całą mną.
niedziela, 13 października 2013
I'll be there for you.
Tracąc kontrole nad swoim życiem czujemy się jak kamień, który rzucony jak najdalej wpada do wody i idzie na dno.
Ciężkie brzemię ciążące na nas jak klątwa przytłacza nas swoim ogromem i tracimy wiarę, tracimy nadzieję.
Na dnie jeziora nie dostrzegamy promieni słońca, jedynie mętną rzeczywistość, rutynę, która nic nie wnosi do naszego życia.
Pisząc zastanawiam się czy właściwe jest porównanie człowieka do kamyka.
Czujemy pustkę w sobie, uznajemy, że jesteśmy niezdolni by kochać, ale powstaje tu pewna sprzeczność.
Bo jeśli czujemy pustkę to jesteśmy w stanie odczuć każde inne uczucie.
Człowiek jest jak kwiat, który potrzebuje słońca i wody by rozkwitnąć.
Czujemy, że umieramy, bo ktoś zabiera nam źródło energii, a nie jesteśmy w stanie wytworzyć w sobie tyle sztucznego uczucia, które podtrzymałoby nas przy życiu.
Ostatkiem sił zwracamy się do słońca, wspominając wszystko co nas dotknęło, poruszyło nasze serca, naznaczyło naszą psychikę setkami blizn.
Szykując się na pewną śmierć, odczuwamy ból.
Nie jest on jednak negatywny, bo czujemy czyjąś obecność. Czujemy, że nie jesteśmy sami.
Z tej samej łodygi, a czasem nawet i obok wyrasta piękny kwiat, który swoją wiarą, siłą i radością napędza nas do życia.
O swoje trzeba walczyć mimo,że ludzie chcą byś czuł się jak kamień.
Wbrew rozsądkowi pniemy się ku górze, znów pełni marzeń.
Wzbudzamy zachwyt w tych co nas rozumieją i zazdroszczą nam wiary.
Wywołujemy śmiech spowodowany naiwnością, którą naznaczyli nas Ci, którzy nie pojmą naszego celu.
Nie oczekując nic od życia, nie myśląc o tym co było, nie planując przyszłości, chcę podziękować komuś, kto na nowo uczy mnie wiary we własne możliwości.
Dziękuję, Paula.
Ciężkie brzemię ciążące na nas jak klątwa przytłacza nas swoim ogromem i tracimy wiarę, tracimy nadzieję.
Na dnie jeziora nie dostrzegamy promieni słońca, jedynie mętną rzeczywistość, rutynę, która nic nie wnosi do naszego życia.
Pisząc zastanawiam się czy właściwe jest porównanie człowieka do kamyka.
Czujemy pustkę w sobie, uznajemy, że jesteśmy niezdolni by kochać, ale powstaje tu pewna sprzeczność.
Bo jeśli czujemy pustkę to jesteśmy w stanie odczuć każde inne uczucie.
Człowiek jest jak kwiat, który potrzebuje słońca i wody by rozkwitnąć.
Czujemy, że umieramy, bo ktoś zabiera nam źródło energii, a nie jesteśmy w stanie wytworzyć w sobie tyle sztucznego uczucia, które podtrzymałoby nas przy życiu.
Ostatkiem sił zwracamy się do słońca, wspominając wszystko co nas dotknęło, poruszyło nasze serca, naznaczyło naszą psychikę setkami blizn.
Szykując się na pewną śmierć, odczuwamy ból.
Nie jest on jednak negatywny, bo czujemy czyjąś obecność. Czujemy, że nie jesteśmy sami.
Z tej samej łodygi, a czasem nawet i obok wyrasta piękny kwiat, który swoją wiarą, siłą i radością napędza nas do życia.
O swoje trzeba walczyć mimo,że ludzie chcą byś czuł się jak kamień.
Wbrew rozsądkowi pniemy się ku górze, znów pełni marzeń.
Wzbudzamy zachwyt w tych co nas rozumieją i zazdroszczą nam wiary.
Wywołujemy śmiech spowodowany naiwnością, którą naznaczyli nas Ci, którzy nie pojmą naszego celu.
Nie oczekując nic od życia, nie myśląc o tym co było, nie planując przyszłości, chcę podziękować komuś, kto na nowo uczy mnie wiary we własne możliwości.
Dziękuję, Paula.
środa, 9 października 2013
I thought I could fly.
Celuje wzrokiem w stronę nieba, czując, że moje nogi ugrzęzły w piachu.
To jeszcze nie czas, by odpuścić, by za czymś tęsknić.
Ukrywam to co czuje w milczeniu, by nikt nie zabił mnie śmiechem.
Cierpliwie czekam, ale czy czas nie jest cichym zabójcą ?
Zabija w nas to co znaczyło tak wiele, lecz gdy biegniemy bo brakuje nam sekund, minut, godzin, on staje się naszym sprzymierzeńcem, bo tak bardzo go pragniemy.
W danej chwili doceniamy "czas", chociaż to pojęcie względne, szeroko rozumiane przez każdego.
Zakochani w liczbach, chcemy go określić, zamiast uznać go za niedopowiedzenie.
Ucieka tak szybko, prześlizgując się przez nasze palce, a mimo to tak bardzo chcemy go zatrzymać.
Chwytamy chwile tak ulotne.
Wehikułem czasu naszych myśli, wracamy do chwil tych najpiękniejszych, w których byliśmy szczęśliwi. Patrzymy na zdjęcia, te wybrane, na których nasz uśmiech jest szczery, a w naszych oczach lśni blask, którego inni w nas nie dostrzegali, oprócz osoby która go uwieczniła.
Walczę by nie utonąć w ramionach oceanu, który kiedyś koił moją duszę.
Walczę by nie spłonąć od ognia, który kiedyś mnie ogrzewał.
Walczę by nie upaść przez wiatr, który kiedyś rozwiewał dla mnie chmury, bym mogła ujrzeć gwiazdy nocą.
Walczę by nie zatracić się na ziemi, która po długim spacerze stawiała na moim szlaku drewnianą ławkę.
To jeszcze nie czas, by odpuścić, by za czymś tęsknić.
Ukrywam to co czuje w milczeniu, by nikt nie zabił mnie śmiechem.
Cierpliwie czekam, ale czy czas nie jest cichym zabójcą ?
Zabija w nas to co znaczyło tak wiele, lecz gdy biegniemy bo brakuje nam sekund, minut, godzin, on staje się naszym sprzymierzeńcem, bo tak bardzo go pragniemy.
W danej chwili doceniamy "czas", chociaż to pojęcie względne, szeroko rozumiane przez każdego.
Zakochani w liczbach, chcemy go określić, zamiast uznać go za niedopowiedzenie.
Ucieka tak szybko, prześlizgując się przez nasze palce, a mimo to tak bardzo chcemy go zatrzymać.
Chwytamy chwile tak ulotne.
Wehikułem czasu naszych myśli, wracamy do chwil tych najpiękniejszych, w których byliśmy szczęśliwi. Patrzymy na zdjęcia, te wybrane, na których nasz uśmiech jest szczery, a w naszych oczach lśni blask, którego inni w nas nie dostrzegali, oprócz osoby która go uwieczniła.
Walczę by nie utonąć w ramionach oceanu, który kiedyś koił moją duszę.
Walczę by nie spłonąć od ognia, który kiedyś mnie ogrzewał.
Walczę by nie upaść przez wiatr, który kiedyś rozwiewał dla mnie chmury, bym mogła ujrzeć gwiazdy nocą.
Walczę by nie zatracić się na ziemi, która po długim spacerze stawiała na moim szlaku drewnianą ławkę.
niedziela, 6 października 2013
I need you more than I can take.
Czując mój oddech na swoim ciele kroczysz bacznie naprzód.
Nie oglądasz się za siebie, pewnie patrząc w dany punkt w oddali.
Idąc chwiejnym krokiem, chwytasz wilgotne powietrze i z trudem transportujesz je do płuc.
Bicie twego serca przyspiesza z minuty na minutę.
Spoglądasz w gwiazdy, widzisz w nich historie marzeń, spełnionych i tych czekających na swoją kolej.
Twoim życiem zawładnął chaos, a twoje zmarznięte ciało otulają niedopowiedzenia.
Jesteś pełna słabości, a myśli kłębiące się w twojej głowie sprawiają, że popadasz ze skrajności w skrajność.
Niepewność krąży wokół Ciebie, tańcząc w twoich włosach jak jesienny wiatr.
Mimo tego, uśmiechasz się, bo zaczynasz doceniać to co masz.
Nie uciekasz od odpowiedzialności.
Nie uciekasz od problemów.
Nie uciekasz od wstydu.
Wszystkiemu stawiasz czoła, czasami płacząc do wewnątrz.
Zadajesz mnóstwo pytań i szukasz na nie odpowiedzi, ale rozpiera Cię duma, bo napędziłaś się do działania.
Choć niczego w życiu nie można być pewnym, to wiesz, że zawsze jestem obok, a moja dłoń chwyta twoją i wspólnie odczuwamy krople deszczu spływające po naszym ciele.
Nie oglądasz się za siebie, pewnie patrząc w dany punkt w oddali.
Idąc chwiejnym krokiem, chwytasz wilgotne powietrze i z trudem transportujesz je do płuc.
Bicie twego serca przyspiesza z minuty na minutę.
Spoglądasz w gwiazdy, widzisz w nich historie marzeń, spełnionych i tych czekających na swoją kolej.
Twoim życiem zawładnął chaos, a twoje zmarznięte ciało otulają niedopowiedzenia.
Jesteś pełna słabości, a myśli kłębiące się w twojej głowie sprawiają, że popadasz ze skrajności w skrajność.
Niepewność krąży wokół Ciebie, tańcząc w twoich włosach jak jesienny wiatr.
Mimo tego, uśmiechasz się, bo zaczynasz doceniać to co masz.
Nie uciekasz od odpowiedzialności.
Nie uciekasz od problemów.
Nie uciekasz od wstydu.
Wszystkiemu stawiasz czoła, czasami płacząc do wewnątrz.
Zadajesz mnóstwo pytań i szukasz na nie odpowiedzi, ale rozpiera Cię duma, bo napędziłaś się do działania.
Choć niczego w życiu nie można być pewnym, to wiesz, że zawsze jestem obok, a moja dłoń chwyta twoją i wspólnie odczuwamy krople deszczu spływające po naszym ciele.
niedziela, 4 sierpnia 2013
Who is the lamb and who is the knife?
Idąc ulicą spotkałam człowieka, którego temat poruszany jest przez wszystkich choć jest jak rzeka.
Szczęśliwy, żyjąc w swoim świecie kroczył naprzód ignorując spojrzenia wrogich twarzy.
Był zaklinaczem ludzkich uśmiechów, kumulował je w sobie, a następnie rozdawał je tym, którzy najbardziej potrzebowali zmiany na lepsze.
Wszystko co staje się ogromem,kiedyś było błahostką.
Kołysał się w rytm muzyki, którą tworzył w swojej głowie, a alkohol tańczył w jego żyłach, przyśpieszając bicie serca.
Każdy jego krok malował paletą barw szarość nocy panującą tej nocy w Warszawie.
Jakby spod ziemi wyrosła kobieta, tuż naprzeciwko niego, zakłócając spokój jego duszy.
Nie wnosiła zbyt wiele do życia przechodniów, ale każdy okazywał jej chociażby odrobinę współczucia, lecz nie on.
Nie mając zbyt wiele czuł się zakłopotany mimo tego wsadził rękę w kieszeń i wyjął z niej banknot, na którym widniał Władysław Jagiełło.
Podbiegł do niej i z oczami pełnymi nadziei na lepsze jutro, wręczył jej kawałek papieru, który nie pozbawił go niczego, a dla niej oznaczał tak wiele.
Mimo wielu spekulacji i słów chłodzonych cynizmem, pamiętajmy o tym, że my sami decydujemy o tym jakimi jesteśmy ludźmi.
W każdym z nas istnieje ziarno dobra, które może zaowocować, więc zamiast okazywać współczucie weźmy z niego przykład i dajmy coś od siebie, niekoniecznie pieniądz, bo to nie on ma największą wartość, ale chociażby czas, który odpłacą nam swym uśmiechem.
Szczęśliwy, żyjąc w swoim świecie kroczył naprzód ignorując spojrzenia wrogich twarzy.
Był zaklinaczem ludzkich uśmiechów, kumulował je w sobie, a następnie rozdawał je tym, którzy najbardziej potrzebowali zmiany na lepsze.
Wszystko co staje się ogromem,kiedyś było błahostką.
Kołysał się w rytm muzyki, którą tworzył w swojej głowie, a alkohol tańczył w jego żyłach, przyśpieszając bicie serca.
Każdy jego krok malował paletą barw szarość nocy panującą tej nocy w Warszawie.
Jakby spod ziemi wyrosła kobieta, tuż naprzeciwko niego, zakłócając spokój jego duszy.
Nie wnosiła zbyt wiele do życia przechodniów, ale każdy okazywał jej chociażby odrobinę współczucia, lecz nie on.
Nie mając zbyt wiele czuł się zakłopotany mimo tego wsadził rękę w kieszeń i wyjął z niej banknot, na którym widniał Władysław Jagiełło.
Podbiegł do niej i z oczami pełnymi nadziei na lepsze jutro, wręczył jej kawałek papieru, który nie pozbawił go niczego, a dla niej oznaczał tak wiele.
Mimo wielu spekulacji i słów chłodzonych cynizmem, pamiętajmy o tym, że my sami decydujemy o tym jakimi jesteśmy ludźmi.
W każdym z nas istnieje ziarno dobra, które może zaowocować, więc zamiast okazywać współczucie weźmy z niego przykład i dajmy coś od siebie, niekoniecznie pieniądz, bo to nie on ma największą wartość, ale chociażby czas, który odpłacą nam swym uśmiechem.
środa, 5 czerwca 2013
I'm lookin' right at the other half of me.
Czuje nagłą zmianę, przyśpieszone tętno, rytm serca, nie czuję siebie.
Staje przed lustrem i spoglądam w swoje oczy, widzę w nich obłęd, a w głowie krążą złowrogie myśli.
Walczę, zaciskając mocno zęby. Podnoszę lewą rękę, lecz osoba po drugiej stronie lustra wznosi prawą.
Nic nie jest zgodne.
Przemywam twarz drżącymi rękami, uciekając od kłębiących się jak chmury myśli.
Czekam na deszcz, spoglądam i czuję, że zaczyna padać. Pierwsza łza, za nią goni druga, a reszta nie zważa na mój rachunek i na mej twarzy tworzą wodospad.
Zaciskam pięści i znów przypominam sobie, że wszystko co istnieje po drugiej stronie jest na odwrót.
Spoglądam znów w "swoje oczy" i widzę w nich szaleństwo.
Teraz moja dusza staje się spokojniejsza, a mój umysł opanowany, bo to nie ja jestem szaleńcem, lecz cząstka mnie tkwiąca po drugiej stronie lustra.
Staje przed lustrem i spoglądam w swoje oczy, widzę w nich obłęd, a w głowie krążą złowrogie myśli.
Walczę, zaciskając mocno zęby. Podnoszę lewą rękę, lecz osoba po drugiej stronie lustra wznosi prawą.
Nic nie jest zgodne.
Przemywam twarz drżącymi rękami, uciekając od kłębiących się jak chmury myśli.
Czekam na deszcz, spoglądam i czuję, że zaczyna padać. Pierwsza łza, za nią goni druga, a reszta nie zważa na mój rachunek i na mej twarzy tworzą wodospad.
Zaciskam pięści i znów przypominam sobie, że wszystko co istnieje po drugiej stronie jest na odwrót.
Spoglądam znów w "swoje oczy" i widzę w nich szaleństwo.
Teraz moja dusza staje się spokojniejsza, a mój umysł opanowany, bo to nie ja jestem szaleńcem, lecz cząstka mnie tkwiąca po drugiej stronie lustra.
sobota, 11 maja 2013
Lecz w końcu jak znak dla zagubionych serc, rozbłyśnie najpiękniejsza z tęcz.
Jedno proste pytanie, zaplątane w sieci paradoksalnych odpowiedzi.
Czy człowiek jest w stanie uratować świat zagubionego wędrowca i wskazać mu właściwą drogę do szczęścia?
Zróbmy mały test na zaufanie, zakryjesz mi oczy, złapiesz za rękę, a ja będę iść jak ślepiec, uważasz, że puszczając nie odpowiadasz za mój upadek ? To kwestia sporna, w której każda ze stron ma swoją rację.
Pamiętając, że po każdej burzy wychodzi słońce, nasz świat mimo cierpienia i wielu upadków maluje tęczę na naszym niebie. Lepiej stać się czyjąś tęczą, która przyniesie nam wiele dziecięcej radości, czy światem, który któregoś dnia może mieć swój koniec, ale nauczy nas odpowiedzialności, miłości, a nie tylko pysznego życia w zachwycie chwili, która trwa zaledwie kilka minut.
Miłość, zarówno jak i czas to pojęcie względne.
Gdy czas łagodzi ból, znów pojawia się lekki płomień, który może nas poparzyć lub ogrzać jeśli będziemy umieli z niego korzystać.
Czas, niszczy słabych.
Czas, przyzwyczaja do bólu.
Czas, cichy morderca.
Młodzieńcze przekonanie o prawdziwej miłości wypłowiało i rozum bierze górę. Związki, małżeństwa z rozsądku ? Tak niejasne kiedyś, a dziś tak oczywiste. Bezpieczeństwo, które nie pozostawia miejsca na cierpienie. Po doznaniach Wertera, uciekano od miłości romantycznej, która prowadziła człowieka do zguby. Tkwimy bezczynnie w tym chorym kręgu życia.
Wiele porównań, które wzbudzają frustrację wśród odwiecznych romantyków. Jakże bezczelne byłoby porównanie tego wzniosłego, pięknego uczucia do starych trampek.
Każda nowa para butów cieszy, ale potrzebujemy czasu, by się do nich przyzwyczaić. Przejść kilometry, które niosą ze sobą historie pełne radości, zarówno jak i łez. Nie wiadomo kiedy określamy je mianem " najlepszych" i "najwygodniejszych" spośród całej naszej kolekcji, nie zwracając uwagi na to czy są brudne, a może nieco nadszarpane. Czujemy się w nich dobrze i pewnie, ślepo wierząc, że poniosą nas tam, gdzie nikt jeszcze nie był.
Po kilku latach budzimy się i ich stan zaczyna nam przeszkadzać, już nie są tak wygodne i nie prezentują się tak dobrze jak kiedyś. Obcierają nam pięty rozerwanym materiałem w środku, co mimo naszego uporu pogłębia jedynie rany.
Dojrzewamy do myśli, by odstawić je dla własnego dobra, lecz nie wyrzucać do śmieci, bo stanowią ogromną część naszego życia, chowając w sobie mnóstwo wspomnień.
Kupujemy nowe buty, eleganckie, obfitujące w magię kolorów, ale by się do nich przyzwyczaić potrzeba czasu.
Co mogę powiedzieć o starych butach ? Pamiętam każdą swoją parę, a co po nich pozostało ? Sentyment.
Ps. Dla mojego Anioła.
Czy człowiek jest w stanie uratować świat zagubionego wędrowca i wskazać mu właściwą drogę do szczęścia?
Zróbmy mały test na zaufanie, zakryjesz mi oczy, złapiesz za rękę, a ja będę iść jak ślepiec, uważasz, że puszczając nie odpowiadasz za mój upadek ? To kwestia sporna, w której każda ze stron ma swoją rację.
Pamiętając, że po każdej burzy wychodzi słońce, nasz świat mimo cierpienia i wielu upadków maluje tęczę na naszym niebie. Lepiej stać się czyjąś tęczą, która przyniesie nam wiele dziecięcej radości, czy światem, który któregoś dnia może mieć swój koniec, ale nauczy nas odpowiedzialności, miłości, a nie tylko pysznego życia w zachwycie chwili, która trwa zaledwie kilka minut.
Miłość, zarówno jak i czas to pojęcie względne.
Gdy czas łagodzi ból, znów pojawia się lekki płomień, który może nas poparzyć lub ogrzać jeśli będziemy umieli z niego korzystać.
Czas, niszczy słabych.
Czas, przyzwyczaja do bólu.
Czas, cichy morderca.
Młodzieńcze przekonanie o prawdziwej miłości wypłowiało i rozum bierze górę. Związki, małżeństwa z rozsądku ? Tak niejasne kiedyś, a dziś tak oczywiste. Bezpieczeństwo, które nie pozostawia miejsca na cierpienie. Po doznaniach Wertera, uciekano od miłości romantycznej, która prowadziła człowieka do zguby. Tkwimy bezczynnie w tym chorym kręgu życia.
Wiele porównań, które wzbudzają frustrację wśród odwiecznych romantyków. Jakże bezczelne byłoby porównanie tego wzniosłego, pięknego uczucia do starych trampek.
Każda nowa para butów cieszy, ale potrzebujemy czasu, by się do nich przyzwyczaić. Przejść kilometry, które niosą ze sobą historie pełne radości, zarówno jak i łez. Nie wiadomo kiedy określamy je mianem " najlepszych" i "najwygodniejszych" spośród całej naszej kolekcji, nie zwracając uwagi na to czy są brudne, a może nieco nadszarpane. Czujemy się w nich dobrze i pewnie, ślepo wierząc, że poniosą nas tam, gdzie nikt jeszcze nie był.
Po kilku latach budzimy się i ich stan zaczyna nam przeszkadzać, już nie są tak wygodne i nie prezentują się tak dobrze jak kiedyś. Obcierają nam pięty rozerwanym materiałem w środku, co mimo naszego uporu pogłębia jedynie rany.
Dojrzewamy do myśli, by odstawić je dla własnego dobra, lecz nie wyrzucać do śmieci, bo stanowią ogromną część naszego życia, chowając w sobie mnóstwo wspomnień.
Kupujemy nowe buty, eleganckie, obfitujące w magię kolorów, ale by się do nich przyzwyczaić potrzeba czasu.
Co mogę powiedzieć o starych butach ? Pamiętam każdą swoją parę, a co po nich pozostało ? Sentyment.
Ps. Dla mojego Anioła.
niedziela, 3 marca 2013
warning sign.
Wiele razy ludzie powtarzali mi, że wraz z wiekiem nabieramy doświadczenia, znów mieli rację.
Tęsknimy za czymś, co długo było nasze lecz przepadło. Czasami stanowi to kulę u nogi, która nie pozwala nam się unieść nad ziemię i na nowo nauczyć się latać. Każdy dzień dodaje nam siły i gdy w końcu udaje nam się uwolnić, zerwać łańcuchy i wzbić to oślepia nas słońce.
Żyjemy wyobrażeniami idealnego życia, które czeka nas tuż za zakrętem, którego jesteśmy coraz bliżej.
Jesteśmy pewni.... a no właśnie i to jest błąd ! Niczego w życiu nie można być pewnym.
Nikt, oprócz nas samych nie odpowie na pytanie "czym jest życie", ale na to potrzeba czasu. Czasu oraz cierpliwości, bo nasze szczęście już ku nam zmierza. Ważne byśmy przeżyli je w zachwycie i jak najlepiej tylko potrafimy.
Przeznaczenie, mało kto w nie wierzy, ale czyż wiara nie miała przenosić gór i zmieniać biegu rzek ? Wystarczy odrobina wiary i nadziei, by nasze życie stało się barwniejsze. Przyjdzie dzień, w którym na nasze szare życie ktoś wyleje wiadro kolorowej farby.
Uwierzcie mi, że jest to osoba po której najmniej się tego spodziewacie, bo los lubi płatać figle.
Najwyższa pora, by podnieść głowę, docenić to co się ma i uśmiechnąć się, bo być może to my jesteśmy dla kogoś latarnią na wzburzonym morzu.
Tęsknimy za czymś, co długo było nasze lecz przepadło. Czasami stanowi to kulę u nogi, która nie pozwala nam się unieść nad ziemię i na nowo nauczyć się latać. Każdy dzień dodaje nam siły i gdy w końcu udaje nam się uwolnić, zerwać łańcuchy i wzbić to oślepia nas słońce.
Żyjemy wyobrażeniami idealnego życia, które czeka nas tuż za zakrętem, którego jesteśmy coraz bliżej.
Jesteśmy pewni.... a no właśnie i to jest błąd ! Niczego w życiu nie można być pewnym.
Nikt, oprócz nas samych nie odpowie na pytanie "czym jest życie", ale na to potrzeba czasu. Czasu oraz cierpliwości, bo nasze szczęście już ku nam zmierza. Ważne byśmy przeżyli je w zachwycie i jak najlepiej tylko potrafimy.
Przeznaczenie, mało kto w nie wierzy, ale czyż wiara nie miała przenosić gór i zmieniać biegu rzek ? Wystarczy odrobina wiary i nadziei, by nasze życie stało się barwniejsze. Przyjdzie dzień, w którym na nasze szare życie ktoś wyleje wiadro kolorowej farby.
Uwierzcie mi, że jest to osoba po której najmniej się tego spodziewacie, bo los lubi płatać figle.
Najwyższa pora, by podnieść głowę, docenić to co się ma i uśmiechnąć się, bo być może to my jesteśmy dla kogoś latarnią na wzburzonym morzu.
wtorek, 29 stycznia 2013
Zabijam Cię w sobie.
Człowieka, z którym żyliśmy poznajemy w momencie rozstania.
Podobno miłość walczy do końca, ale czasami i ona nie wytrzymuje presji.
Składa broń i chyli czoła przed zwycięzcami.
Tęsknimy, a nasz rozum nie pozwala nam zapomnieć.
Wieczorami wędrujemy po planetach wspomnień, które malowaliśmy na wspólnym niebie.
Przychodzimy jak co wieczór do pokoju, w którym siadaliśmy na progu łóżka i odgarnialiśmy niesforny kosmyk włosów z twarzy, ale coś się w nim zmieniło.... okno jest zamknięte.
Ze spuszczoną głową wracamy tam skąd przyszliśmy, szargając własne uczucia, które nie mają już znaczenia.
Zabijając w sobie dobro, które było źródłem miłości, przechylamy butelkę.
W żyłach zamiast krwi płynie alkohol, a oczy dziecka, zamieniają się w oczy znieczulonej bestii.
Wstając rano, nie spojrzymy sobie w twarz, bo boimy się samych siebie.
Z dnia na dzień, zabijamy w sobie osobę, którą kochaliśmy.
Podobno jeśli kocha to wróci, ale w naszych oczach może już nic nie znaczyć...
Podobno miłość walczy do końca, ale czasami i ona nie wytrzymuje presji.
Składa broń i chyli czoła przed zwycięzcami.
Tęsknimy, a nasz rozum nie pozwala nam zapomnieć.
Wieczorami wędrujemy po planetach wspomnień, które malowaliśmy na wspólnym niebie.
Przychodzimy jak co wieczór do pokoju, w którym siadaliśmy na progu łóżka i odgarnialiśmy niesforny kosmyk włosów z twarzy, ale coś się w nim zmieniło.... okno jest zamknięte.
Ze spuszczoną głową wracamy tam skąd przyszliśmy, szargając własne uczucia, które nie mają już znaczenia.
Zabijając w sobie dobro, które było źródłem miłości, przechylamy butelkę.
W żyłach zamiast krwi płynie alkohol, a oczy dziecka, zamieniają się w oczy znieczulonej bestii.
Wstając rano, nie spojrzymy sobie w twarz, bo boimy się samych siebie.
Z dnia na dzień, zabijamy w sobie osobę, którą kochaliśmy.
Podobno jeśli kocha to wróci, ale w naszych oczach może już nic nie znaczyć...
niedziela, 13 stycznia 2013
w tym największa mądrość.
Budzimy się pewnego dnia, zdając sobie sprawę, że nie mamy po co się podnieść, że nic dobrego nas już nie czeka. Nie mamy marzeń, jesteśmy puści w środku. Czujemy się wypaleni.
Co stało się z tymi, którzy byli pełni energii, życia ? Kto pozbawił ich marzeń ? Oni sami ?
Czy może miłość podcina nam skrzydła ?
Miłość walczy o to na czym jej zależy.
Podobno by wstać trzeba sięgnąć dna i odbić się od niego. Nieprawda.
Potrzebujemy by ktoś nas podniósł, bo nadal jesteśmy dziećmi. Płaczemy, bo mamy zdarte kolana od upadku i jeśli nie przemyjemy ran to źle się zagoją. Potrzebujemy kogoś, kto opatrzy ranę, a nie będzie ją rozdrapywał.
Leżąc tam na dnie, analizujemy całe swoje życie, układamy plan idealny, jak mógł wyglądać nasz każdy ruch. Jak wiele mogliśmy zrobić, a odłożyliśmy to na później. Jak wielkimi głupcami staliśmy się z dnia na dzień. Jak bardzo żałośni i dziecinni. Staliśmy się ofiarami przez własne przekonania, które miały prowadzić nas na szczyt, a pociągnęły na dno. Ile mogliśmy dać z siebie drugiej osobie, a czego jej zabrakło ?
Żałujemy, nie da się tego obejść. Tęsknimy za ludźmi, którzy nazywali się naszymi "przyjaciółmi". Tęsknimy za ludźmi, którzy wypowiadali dwa słowa "kocham Cię", szczerze lub tylko po to byśmy czuli się kochani. Tęsknimy za tym, co straciliśmy.
To czego szukamy jest od dawna w samych nas.
Co stało się z tymi, którzy byli pełni energii, życia ? Kto pozbawił ich marzeń ? Oni sami ?
Czy może miłość podcina nam skrzydła ?
Miłość walczy o to na czym jej zależy.
Podobno by wstać trzeba sięgnąć dna i odbić się od niego. Nieprawda.
Potrzebujemy by ktoś nas podniósł, bo nadal jesteśmy dziećmi. Płaczemy, bo mamy zdarte kolana od upadku i jeśli nie przemyjemy ran to źle się zagoją. Potrzebujemy kogoś, kto opatrzy ranę, a nie będzie ją rozdrapywał.
Leżąc tam na dnie, analizujemy całe swoje życie, układamy plan idealny, jak mógł wyglądać nasz każdy ruch. Jak wiele mogliśmy zrobić, a odłożyliśmy to na później. Jak wielkimi głupcami staliśmy się z dnia na dzień. Jak bardzo żałośni i dziecinni. Staliśmy się ofiarami przez własne przekonania, które miały prowadzić nas na szczyt, a pociągnęły na dno. Ile mogliśmy dać z siebie drugiej osobie, a czego jej zabrakło ?
Żałujemy, nie da się tego obejść. Tęsknimy za ludźmi, którzy nazywali się naszymi "przyjaciółmi". Tęsknimy za ludźmi, którzy wypowiadali dwa słowa "kocham Cię", szczerze lub tylko po to byśmy czuli się kochani. Tęsknimy za tym, co straciliśmy.
To czego szukamy jest od dawna w samych nas.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)
.jpg)